Google Website Translator Gadget

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Modlitwa. Głębiej.

Zmieniła mi się modlitwa. Dziwna sprawa, bo czuje, że więcej mi daje, jest inna, choć słowa te same. Co jest nie zwykłego? Modle się bardziej świadomie, w odpowiednim czasie. Czasami jest tak, że są sytuacje, w których mnie ponosi, w których moja stara natura wygrywa. Ale teraz co raz częściej w chwila 'decydujących' (może nawet w ułamkach sekund) moje myśli potrafią się urwać z tego standardowego myślenia i wołam do Boga. Często w prostych słowach, ale wołam, proszę o Jego interwencję, o odpowiednie postępowanie, myślenie, mówienie. To pomaga.

Ten stan rzeczy to Boża odpowiedź na moje modlitwy. Tak dużo mówi się o zmianie życie, o poświęceniu i pokutowaniu. Wszystko bardzo fajnie, ale w moim życiu to się tak tylko mówi.... Aż wreszcie powiedziałem dość i zacząłem się modlić o realne zmiany w moim życiu. I widzę tego realne efekty, co nie powiem, wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Może to brzmi mega samolubnie, ale naprawdę jestem zadowolony z tego, że czasami (słowo klucz) potrafię nad sobą zapanować i nie zgrzeszyć w myślach. 

W sumie to nie wiem o co dokładnie się modle prosząc Boga o zmianę. Bo wiem, że jest ze mną coś nie tak, wiem, że coś robię/mówię/myślę źle. To nie wszystkim się podoba i różnie na mnie reagują, ale też nie podoba się Bogu. Dlatego szczerze przed Bogiem staje i mówię przepraszam, bo czuje się winny, a później się zastanawiam: za co Cię przeprosiłem. No tak, za grzechy, ale to troszkę ogólnie - za jakie grzechy konkretnie? I wychodzi na to, że przepraszam nie wiedząc w ogóle za co?!?!? Czy to logiczne? Kwestia sporna... Ja natomiast nie chce już przepraszać. Nie chce marnować energii na boksowanie kół w jednym miejscu, chcę iść do przodu, rozwijać się, zdobywać kolejne levele chrześcijańskiego życia. Bóg rozpatrzył moją prośbę przychylnie i mam przejawy świadomości. Większej świadomości.

Także modlę się inaczej. Głębiej. Konkretniej. Taka szansa - oby tego nie zmarnować...

sobota, 15 grudnia 2012

4 Pojęcia



We współczesnym świecie, wyrażenie poglądu (często skrajnego), stało się sztuką. Poprzez media mamy wykreowane zdanie nt. różnych grup społecznych jak i religijnych. Kiedy słyszymy pojęcia takie jak: Fundamentalizm, fanatyzm, ortodoksja, ekstremizm – bardzo często uważamy, że jest to największe zło jakie może wyrządzić człowiek człowiekowi. Czy słusznym jest tak pochopne używanie tych słów?

Ekstremizm jest to nic innego jak skrajny pogląd – i to jest zbrodnia? Wielu z nas może być ekstremistami w różnych sprawach. I to nie znaczy, że jesteśmy źli i chcemy śmierci tych, którzy mają odmienny pogląd – absurd! Skrajny pogląd to nie zbrodnia. Przyjęło się, że ekstremistami są ludzie, których należy się bać nie ze względu na ich poglądy, ale na sposoby jakimi chcą oni wprowadzać je w życie, a głównym sposobem jest terror.

Często gdy ludzie patrzą jak w obrazek w swoje przekonania, są określani jako fanatycy, tzn. ludzie, dla których nic oprócz ich ideologii się nie liczy. Czy słusznie? Kiedy jesteśmy „blisko Pana”, kiedy nasze serce się raduje i czujemy niesamowitą społeczność z naszym Bogiem, nie dziwi nikogo („z nas”), że się o tym ciągle mówi. Jest to przecież swego rodzaju pewna fascynacja, którą się radujemy, „głosząc” ją także światu. Szkoda tylko, że nie wielu potrafi to zrozumieć i określa nas bardzo nie słusznie „fanatykami” - „(…) bo nie mamy innych tematów do rozmowy jak tylko Bóg”. Ale zastanówmy się czego można się spodziewać po ludziach, którym Bóg jest (niestety) obcy? Nie chciałbym być zrozumiany źle, ale gdy patrzymy na świat islamu łatwo nam przychodzą słowa na usta: „To są fanatycy!” Pytam się: Kto? Wszyscy? Każdy mahometanin jest fanatykiem? Na pewno nie! Fanatykami można nazwać terrorystów, którzy za swój cel widzą jedno: wysadzić się w powietrze w imię religii, w śród niewinnego tłumu. Widzimy, że granica jest bardzo cienka i wszystko dla współczesnego świata co wychodzi po za ramy „normalności” jest fanatyzmem.

Można spotkać się z takim twierdzeniem, że ortodoksja oznacza „prawdziwą” wiarę. Dziwne… Do czego możne ona prowadzić? Jeśli weźmiemy Biblię i będziemy ściśle żyć według Słowa w niej zapisanego czy będziemy ortodoksami, a co za tym idzie będziemy w „prawdziwej” wierze? Nonsens! Wszakże ortodoksja jest to narzucenie na siebie jarzma, bardzo często stworzonego przez ludzi, a nie Boga. Niesienie go, jest często udręką i nie kończącym się cierpieniem. Dziś ortodoksję można określić poprzez ścisłą wierność różnym dogmatom, tradycjom czy doktrynom. Czy zatem, służba naszemu Panu ma być udręką? Oczywiście, że nie! Nasza służba winna być pełniona z poczucia miłości, a nie musu czy obowiązku.

Innym aspektem trzymania się reguł (religijnych) jest fundamentalizm. Pod tym pojęciem rozumiane jest kurczowe trzymanie się doktryny religijnej i staranie się go przenieść na życie codzienne przy użyciu różnych metod przymusu, w tym i przemocy. A więc jeśli w Biblii jest napisane, aby głosić Ewangelię, mamy iść i to czynić, a jak nie usłuchają mamy ich zabić? Naturalnie, że nie. W fundamentalizmie widzę takie zło, że wprowadza się pewne nauczanie za wszelką cenę – nawet życia i śmierci, a takie skrajne myślenie do niczego dobrego nie prowadzi, i nie trzeba zaraz sięgać setki lat wstecz („Wyprawy Krzyżowe”), ale wystarczy cofnąć się do września 2001 roku.

Jaki wniosek się nasuwa? Przede wszystkim taki, że te pojęcia mają z sobą wiele wspólnego i przyznam się, że określenie ich przysporzyło mi wiele trudu, nie dlatego, że „są to trudne słowa”, ale dlatego, że może my ich tak naprawdę do końca nie rozumiemy? Do każdego z nich można dopisać słówko „terroryzm” i nie będzie to błędem. Nie wiem, może to jest tak naprawdę takie moje „czarne myślenie”, ale te pojęcia w dzisiejszym świecie sprowadzają się do przemocy, w większym lub mniejszym znaczeniu. Może łatwiej by było stworzyć nowe pojęcie, w którym były by te cztery? Albo usunąć te cztery wraz z ich definicjami i użyć pojęcie które jest już dawno w naszym słowniku, ale często o nim zapominamy, mam tu na myśli „dialog”.

Artykuł opublikowany w czasopiśmie "Wędrówka" nr 5-6/2006

środa, 12 grudnia 2012

Wspólnota

Zbór Jerozolimski, żył we wspólnocie w pełnym znaczeniu tego słowa. Wszystko mieli wspólne. A kiedy mówimy o wspólnocie majątkowej, to naprawdę mówimy o wspólnocie - tej prawdziwej.

Dziś żyjemy w swoich zborach lokalnych i mówimy, że tworzymy wspólnotę, ale już zupełnie inną - duchową. Materializm jest już prywatny. Żyjemy w swoich domach, rodzinach. Spotykamy się w zborze i znów do domu. Nie kładziemy nacisku na wspólne spotkania poza zborowe. Nie mówię, że ich nie ma, ale to, że jest ich mało. Nie otwieramy się na innych. Nie żyjemy wspólnymi problemami i radościami, nie dzielimy się smutkiem, ani małym czy wielkim zwycięstwem.

To smutne. Bo jesteśmy nawzajem spragnieni siebie. Jesteśmy  - my chrześcijanie - spragnieni spotkań wspólnych i pogadania. Pogadania o rzeczach ważnych, a czasami bzdurach, nie istotne. Istotne jest wspólne  spędzenie czasu.

Dlaczego tak się dzieje. Bo często chrześcijanie chcąc spotykać się z innymi spotykają się na wódce, imprezie czy w środowisku gdzie nie każdy mógłby się czuć swobodnie. No normalne - każdy szuka otoczenia w którym czułby się swobodnie i bez krępacji. Nasze zbory są takimi środowiskami. Tylko dlaczego zamykamy się w gronie najbliższych?

Czy TV, Internet i destrukcyjne skutki nadmiernego ich używania dotknęły także Kościół Chrystusowy?

piątek, 30 listopada 2012

Rodzina

Kłócimy się z nimi, obrażamy, denerwujemy się nawzajem, sprawiamy sobie wiele problemów. Z drugiej strony pomagamy sobie, tworzymy niesamowite więzi i relacje. Jest różnie, ale zawsze to rodzina. Inna grupka ludzi niż grono bliskich przyjaciół. Inna tam rządzą prawa.

Suma wszystkich sum - nie doceniamy rodziny. Czasami jest tak, że krzywdzą nas najbardziej nasi najbliżsi i nie mówię tu o jakieś mega przemocy, mówię tu o nie zrozumieniu, czasami nie wysłuchaniu. Czy zatem Ci nasi najbliżsi to dar? Wszyscy tak mówią, ale czy faktycznie jest to dar?

Kiedy faraon kazał pozabijać niemowlęta płci męskiej, to 2 kobiety miały pełnić tą rolę katów. One jednak tego nie czyniły ze względu na strach przed Bogiem. Bóg to docenił i nagrodził.
"Ponieważ położne bały się Boga, również i im zapewnił On potomstwo" (Wj 1:21)
 W nagrodę za odpowiednią podstawę Bóg dał im rodziny. Nie pieniądze, sławę, pokój.... Rodziny, komórkę społeczną, która ma problemy, smutki i kosztuje masę nerwów. Czy zatem Bóg nagrodził czy ukarał? Rodzina to problemy. Ale to tylko jedna strona medalu. Strona, który my jakoś dziwnie ciągle uwypuklamy, skupiając się na tym co złe, zapominając i nie doceniając tego co mamy dobre.

Spróbujmy się jakoś tak trochę obiektywnie zastanowić nad naszymi rodzinami. Nie bagatelizować tego co złe i nie zamiatać nic pod dywan, ale konsekwentnie przeanalizować to co dobre. Później wnioski przeanalizujmy ze "średnią krajową". I co - nadal niesiemy krzyż nie do uniesienia?

niedziela, 25 listopada 2012

Lewi

Lewi i Symeon to bracia, synowie Jakuba, którzy w swojej młodości dość intensywnie zgrzeszyli.
"A gdy na trzeci dzień doznawali wielkiego bólu, dwaj synowie Jakuba, Symeon i Lewi, bracia Diny, porwawszy za miecze, wtargnęli do miasta, które niczego nie podejrzewało, i wymordowali wszystkich mężczyzn.  Zabili mieczem również Chamora i jego syna Sychema i odeszli.  Wtedy [pozostali] synowie Jakuba przyszli do pomordowanych i obrabowali miasto za to, że zhańbiono ich siostrę. Zabrali trzody, bydło i osły - wszystko, co było w mieście i na polu. Całe ich mienie, wszystkie dzieci i kobiety uprowadzili w niewolę, zrabowawszy wszystko, co znaleźli w domach. Wtedy Jakub rzekł do Symeona i Lewiego: Sprowadziliście na mnie nieszczęście, bo przez was będą mnie mieć w nienawiści mieszkańcy tego kraju, Kananejczycy i Peryzzyci. Jestem przecież małym liczebnie plemieniem i jeżeli oni wystąpią razem przeciwko mnie, poniosę porażkę - zginę ja i cała moja rodzina. A oni mu na to: "Czyż [mieliśmy pozwolić na to, by] się obchodzono z naszą siostrą jak z nierządnicą?" (Rdz. 34:25-31)
Ogólnie to sprawa szczytna - zemścili się za to, że ich siostra została zgwałcona. Myślę, że nikt nie przeszedł by obojętnie obok tego. Jednakże Jakub załatwił tą sprawę polubownie i choć stało się jak się stało, to istniała szansa na życie w pokoju i pokojowe załatwienie sprawy. Symeon i Lewi żądali krwi i ją przelali. Choć nie wiemy czy nimi kierowała czysta zemsta czy wręcz jakaś niewyobrażalna nienawiść, to fakt jest taki, iż Biblia nie patrzy na ten występek przychylnym okiem. Kilkadziesiąt lat później, Jakub kiedy wygłaszał swoje błogosławieństwa dla synów, to kiedy mówił o Symeonie i Lewim, to nie wiem czy to było błogosławieństwo czy przekleństwo.
"Symeon i Lewi, bracia, narzędziami gwałtu były ich miecze. Do ich zmowy się nie przyłączę, z ich knowaniem nie złączę mej sławygdyż w gniewie swym mordowali ludzi i w swej swawoli kaleczyli bydłoPrzeklęty ten ich gniew, gdyż był gwałtowny, i ich zawziętość, gdyż była okrucieństwem! Rozproszę ich więc w Jakubie i rozdrobnię ich w Izraelu" (Rdz. 49:5-7)
Ze względu na ten występek, doznali takiej przepowiedni. I tak też się stało. Plemię Symeona znikło, gdyż dostało dział wśród plemienia Judy, co siłą rzeczy pozbyło go swoistej tożsamości plemiennej, a Lewi tak samo nie dostał przydziału ziemi i został rozproszony wśród całego Izraela. Niby nic szczególnego, tylko, że "przekleństwo" Lewiego stało się jego 100% błogosławieństwem.

Otóż, kiedy powrót Mojżesza z góry Synaj przedłużał się, to plemiona Izraelskie uczyniły sobie lanego cielna, który został przez nich ogłoszony ich Bogiem. Plemiona Izraelskie, to znaczy wszystkie, prócz plemienia Lewiego. Lewici, swoją postawą pokazali oddanie i wierność Bogu, przez co Bóg wielce ich wywyższył i uczynił ich kapłanami. Jedynymi, którzy mieli tak bliski przystęp do Boga, którzy pośredniczyli między Bogiem a jego ludem. Nie dostali przydziału ziemi, gdyż ich własnością był Bóg. Symeon i Lewi dostali te same słowa prorocze od ich ojca Jakuba, ale wypełnienie było już zupełnie inne. Czy Bóg to zaplanował i ukartował? Myślę, że nie. Otóż, Lewitów czekał ten sam los zapomnienia co Symeonitów, ale Lewici się obronili - pokazali swe oddanie Bogu, który nie przeszedł obojętnie obok tego.

Przesłanie jest proste i należy doszukiwać się bezpośrednich analogi. Chociaż przeszłość możemy mieć poharataną, to jednak możemy zmienić wyrok nad nami ciążący w przepiękne błogosławieństwo. Tylko się nie załamywać.

środa, 21 listopada 2012

Szukam siebie

Ten blog przestaje chyba być blogiem o chrześcijaństwie jako takim, a zaczyna być moim psychologiem, któremu zwierzam się z moich chrześcijańskich rozterek. Żałosne.

Idąc przez kolejne dni mojego życia, spotykam się z różnymi sytuacjami i okolicznościami. O ile z tymi przyjemnymi eventami nie mam zbytnio problemu, o tyle sytuacje przykre i te w których czuje się źle, już gdzieś tam w mojej głowie siedzą. Czasami czuje się źle potraktowany, nie doceniony, zbagatelizowany... Właśnie, ja się tak czuje. Nikt inny tego nie dostrzega, tylko ja. Dlaczego tak się dzieje, dlaczego tak odbieram wiele rzeczy. Są dwie  możliwości. Pierwsza jest taka, że nie jestem wiele wart i faktycznie nie nadaje się do wielu rzeczy, przez co wyrywam się do przodu a moje miejsce w stadzie jest gdzieś z tyłu. Druga opcja, to to, że jestem nikim, ale uważam się za nie byle kogo. Oczekuje sukcesu, mam przerost ambicji, chce uznania i poklasku. W sytuacjach, kiedy są lepsi ode mnie, albo nie jestem tak błyskotliwy jak się innym wydaje, konfrontuje się z rzeczywistością i łapie doła, w którym główną treścią jest to, że "nikt mnie nie kocha...". Ted drugi przypadek jest iście smutniejszy.

Prawda jest gorzka, ale chce się z nią zmierzyć. Próbuje w każdym razie. Pół nocy ostatniej nie spałem i miałem rozkminę nad ostatnimi wydarzeniami. Chciałem zrozumieć i pojąć gdzie jest środek ciężkości problemu, starałem uwolnić się od jakichkolwiek emocji, oczekiwań.  Było ciężko i nadal jest. Nadal nie wiem gdzie jest problem: we mnie i moich chorym pojmowaniu rzeczywistości czy to może inni mnie tak a nie inaczej traktują.

Moje rozmyślanie umotywowane jest tym, że chce się zmienić. Chcę być inny. Nie chcę popełniać (tych samych) błędów. Kocham grzech, lubuje się w nim i nic na to nie poradzę, że robi mi się "ciepło" gdy widzę urodziwą niewiastę... Co się będziemy oszukiwać... Chcę nie chcieć, chcę odrzucić, zaniechać i w końcu umrzeć dla wszelkiego rodzaju grzechu czy ("tylko") nie czystości. Ale to wszystko wydaje się skutkiem, konsekwencją. Cały czas szukam przyczyny i nie samolubnie, ale właśnie szczerze próbuję ją znaleźć w sobie. Nie jest to ani łatwe ani miłe, ale się staram.

I tak podróżując po niezgłębionych bezkresach mojej osobowości dochodzę i utwierdzam się w jednym wniosku: winny. Żeby nie było, że robię z siebie ofiarę to jestem winny 95% przypadków i nie przyjemności jakie mam. Pozostałe 5% to już nie moja wina. te wnioski to Boży dar. To odpowiedź na moje modlitwy, abym mógł się zmienić, próbować, abym mógł ujrzeć tą przerażającą prawdę. I zaczynam ją dostrzegać, ale z wewnętrznym oporem. Widzę, prawdę, która pozwala mi dostrzec czyjeś złe zachowanie względem mnie, jednocześnie dostrzegając ile w tym wszystkim jest mojej winy. Bóg jeden wie, ile jest autentyczności w tej "mojej" prawdzie o mnie samym.

A teraz KLU: po co to pisze? Żeby się wyżalić - przede wszystkim. Po drugie - bo tak wygląda proces wewnętrznej przemiany. Czuje się troszkę jak taki feniks odradzający się z popiołów: nic nie warty proszek, który może przeobrazić się w coś pięknego pod warunkiem, że będę blisko Boga. Bo bez Niego ja nic nie znaczę, bez Niego ja nic nie mogę...

Chciałbym w końcu umrzeć.
Abym wreszcie mógł zacząć żyć.

piątek, 16 listopada 2012

Grzech przeszłości Rubena

Nasze życie nie jest usłane różami. Są wzloty i upadki, często popełniamy błędy. Im dłuższe życie tym więcej błędów, ale zastanówmy się czy każde nasze potknięcie spędza nam sen z powiek? Wielokrotnie nasze grzechy i grzeszki są gdzieś na kartach naszego życia, ale my nie zawsze przywiązujemy do nich wagę. Czasami zapominamy o pewnych występkach, czasami nie przywiązujemy do nich większej wagi. Ot tak żyjemy sobie dalej, oficjalnie bijąc się w piersi nie czując w sercu jakieś większej skruchy. Żyjemy w czasach taniej łaski - poglądu, który mówi: róbta co chceta, Jezus Cię kocha, umarł za Twe grzechy, będzie dobrze... Nie przeczę Jezus umarł za nasze grzechy i dzięki Jego śmierci, wielu może dostąpić życia, ale czy faktycznie w naszych sercach nie jest za mało pokuty? Wizja sądu opisana w Ewangeliach opisuje sytuacje wielu zdziwionych ludzi, którzy byli przekonani o swoim zbawieniu, jednak Jezus do nich się nie przyznawał. Dlaczego? Hmmm, może dlatego, że o czymś zapomnieli, do czegoś nie przywiązali odpowiedniej wagi, może coś zbagatelizowali? Ciężko powiedzieć, ale o pewnych rzeczach z przeszłości nie wolno nam zapominać. Nie mówię o jakimś psychicznym dole, ale o pokucie i szczerym żalu za grzechy.

Takim przykładem jest historia pierworodnego Jakuba, Rubena. Tego, który miał być numerem jeden w pokoleniach Izraelskich, spadł z piedestału, z powodu.... jednego wersetu w Biblii... Brzmi paradoksalnie?
"Rubenie, synu mój pierworodny, tyś moją mocą i pierwszym płodem mojej męskiej siły, górujący dumą i górujący siłąKipiałeś jak woda: nie będziesz już górował, bo wszedłeś do łoża twego ojca, wchodząc zbezcześciłeś moje łoże!" (Rdz 49:3-4)
Rubenie - jesteś wspaniały, jesteś moim pierworodnym, ale tracisz swoje prawa, bo spałeś z moją nałożnicą. Owy występek Rubena, skoro go pozbawił takiego przywileju, na pewno musiał się odbić szerokim echem w rodzinie Jakuba jak i pewnie na kartach Pisma Świętego. W końcu to wydarzenie, które miało swoje konsekwencje w późniejszych wiekach. A Biblia mówi nam, że:
"A gdy przebywał w tej okolicy, Ruben zbliżył się do Bilhy, drugorzędnej żony ojca swego, i obcował z nią; Izrael dowiedział się o tym" (Rdz 35:22)
Wszystko w tym temacie. Izrael się o tym dowiedział i.... koniec. Nie mamy powiedziane, że się zdenerwował, ukarał, obraził... nic. Każde dopowiedzenie sobie jest tylko i wyłącznie jakimś wymysłem i przypuszczeniem. Czy zatem, jeśli byśmy czytali dziele Jakuba pierwszy raz, zwrócilibyśmy uwagę na ten jeden werset? Czy autor Księgi Rodzaju zwrócił uwagę na to wydarzenie, podkreślił jego istotność i wagę? Zwykły epizod. Ciekawostka. Szczegół i detal, który zmienił przyszłość narodu Wybranego...

Może jednak warto nie wyrzucać z pamięci wszystkiego. Może jednak warto zastanowić się nad swoją przeszłością, zrobić rachunek sumienia i rozpocząć pokutę. Nie wiemy jak Ruben z tym żył, czy uważał to za coś ważnego czy też nie. Nie znamy okoliczności, intencji - nie wiemy nic! Wiemy jednak, jaki Ruben był później, a był dobry na tle pozostałych braci. Wyróżniał się, gdy chciał ochronić Józefa, kiedy ręczył swoją rodziną. Niestety, żaden jego dobry uczynek nie przyćmił nocy spędzonej z Bilhą.

Warto zatem mówić: było-minęło?

sobota, 10 listopada 2012

Po Co chodzę Do Zboru?

Banalne pytanie... Żeby się pomodlić, poczytać Słowo, posłuchać kazania, spotkać się ze znajomymi. Przede wszystkim jednak po to, aby oddać chwałę Bogu. Aby Go uwielbić, uczcić. Fajnie jest przyjść na zebranie po coś: po zbudowanie, poprawę nastroju, uduchowienie się czy "podładowanie akumulatorów". Ale przychodząc jednak skądinąd z takim dobrym nastawieniem przychodzimy jednak z nastawieniem egocentrycznym - jesteśmy nastawieni na siebie, nie na innych, nie na Boga. Więc po co przychodzimy?


Jakiś czas temu, niedzielne zebranie miało 3 części. 3 część to godzina śpiewu. Na pierwszych dwóch, gdzie analizowane "pokarm" było około 40 osób. Na śpiewie max 15. Przypadek? Już w to nie wierze. Na moje oko, trochę się gubią nam priorytety i nie przywiązujemy tym samym wagi do śpiewu, który nie jest dla nas jakoś specjalnie ubogacający, ale jest chwaleniem Boga (tylko i wyłącznie). Czyżbyśmy uważali, że to zbędne?

piątek, 2 listopada 2012

Wojna Religii


Wszyscy, któzy interesują się proroctwami, zazwyczaj mówią, że Chrześcijaństwo będzie w przyszłości musiało walczyć z Islamem. Nie mówię nie, ale tam gdzie mieszka najwięcej ludzi na świecie to Indie i Chiny, odpowiedni: Hinduizm i Konfucjonizm... Nic nie prorokuje, tylko głośno myślę.

piątek, 26 października 2012

O Osądzaniu, Ale Inaczej...

Wiemy na czym polega osądzanie. Wiemy, że jest złe i nie dobre, a pismo święte je szczególnie potępia. Ale zrzućmy z siebie tą pelerynkę uczciwości i czystości i powiedzmy sobie szczerze, że osądzamy i często gęsto robimy to z nie małą przyjemnością. Lecz chciałbym, abyśmy spojrzeli na osądzanie teraz nie potępiającym, ale odkrywczym wzrokiem, otóż w osądzaniu możemy dostrzec coś dobrego - paradoks! - a mianowicie samych siebie. Możemy lepiej się poznać. Jeśli jesteś gotowy/gotowa, to zapraszam akapit niżej... 

Idziemy ulicą. Widzimy w pobliskich krzakach śpiącego po upicie się człowieka, brudnego i cuchnącego. Co sobie myślimy? Hmmm, ciężko chyba przedstawić jakiś algorytm myślenia w takich sytuacjach, więc może symbolicznie przedstawię pewne punkty widzenia:

  1. "To żul, menel! Brzydzę się pijakami i narkomanami. Są zakałą społeczeństwa."
  2. "Pewnie uczestniczył w wyścigu szczurów i nie wytrzymał presji. Albo żona go wyrzuciła w domu. Pewnie sobie zasłużył na to."
  3. "Biedny człowiek. Chciałbym mu pomóc..."
Od tak, wymyśliłem 3 scenariusze. Może któryś Wam odpowiada? Może macie własne? To nie ważne. Pomijając fakt, czy wolno czy nie wolno tego czynić (osądzać), pomijając fakt czy te osądy są prawdziwe czy też nie, zobaczmy, że te wypowiedzi mówią o nas samych więcej, niż mówią o tym człowieku.


Każda wypowiedź - jakakolwiek - mówi o tym, kim jesteśmy, jakimi uczuciami się kierujemy, jakie emocje są wewnątrz nas. Co w nas taka naprawdę siedzi! Dla mnie to odkrycie było szokiem, bo trzymając się tego toku rozumowania, zobaczyłem jaki jestem. Choć trochę się poznałem i wniosek jest smutny (zostawię go dla siebie). Poprzez nasze wypowiedzi - pomijając ich słuszność i merytoryczność - jeśli spojrzymy na nie w miarę na chłodno z perspektywy czasu to zauważymy jak tak naprawdę myślimy, co jest "KLU" w naszym sposobie postrzegania świata.

Przy pierwszej lepszej okazji, gdy osądzisz kogoś/coś, wykorzystaj swój grzech ku dobremu. Ku poznaniu samego siebie i wyciągnij wnioski. Zacznijmy leczyć przyczyny - nie objawy!

niedziela, 21 października 2012

Bóg od czasu do czasu

Smutna sprawa. Uświadamiam sobie to co chwilę, ale ale za każdym razem ile sobie o tym pomyśle/przypomnę to się dobijam. Chociaż z czasem coraz mniej tego gnębienia się i co raz bardziej oswajam się ze swym nędznictwem. Mianowicie chodzi o szczerość relacji z Bogiem. Kiedy jest źle to Bóg jest blisko (modle się, myślę o Nim, czytam, pisze bloga....), a kiedy jest dobrze opuszczam gardę i znów jestem daleko co z reguły jest destrukcyjne. Bóg jest na godziny - potrzebny bądź nie potrzebny. Nienawidzę siebie za to, nienawidzę swej obłudy. Chce się zmienić, ale te chcenie to już trwa lata i nic. Jedno pocieszenie: 
"A może gardzisz bogactwem dobroci, cierpliwości i wielkoduszności Jego, nie chcąc wiedzieć, że dobroć Boża chce cię przywieść do nawrócenia?" (Rz 2:4)
Te cechy ma Bóg. Zatem ja mam czas. Obym go nie zmarnował. 

środa, 10 października 2012

Nadzieja DreamLiner'a

PLL "LOT" jak i cała Polska oczekuje nowego DreamLiner'a. Podnoszą to do rangi europejskiej. A to lepszy, nowocześniejszy, tańszy, luksusowy, przyniesie więcej dochodów. Same superlatywy - zero minusów. Podobnie rzecz ma się przy zmianie rządu: sami fachowcy, lepsza wizja, doświadczenie, kontakty... Samolot 787 ma być dla nas czymś co nas ma przenieść w przyszłość, w nowoczesność, mamy wykonać kilka kroków do przodu. Taki sam skok cywilizacyjny miał mieć miejsce w przypadku Euro 2012: autostrady, hotele, stadiony, koleje... Wniosek z tego jest jeden: otrzymujemy potencjał, przypisuje się nam szansę, ale jej nie wykorzystujemy należycie. Cała para, zamiast iść w "tłoki" pracy idzie w gwizdek.

Z osobistym chrześcijaństwem bywa podobnie. Są ideały, założenia, plany i marzenia. Jest zapał, ale z biegiem czasu okazuje się, że to nie jest tak jak byśmy chcieli. Pierwotne założenia poszły w zapomnienie, gdyż po konfrontacji z życiem musieliśmy się "ugiąć" pod naciskiem doświadczeń. Zastanawiam się dlaczego. Dlaczego nie układa się nam tak jak byśmy chcieli, dlaczego to chrześcijaństwo jest inne niż to sobie wyobrażamy? Gdzie popełniamy błąd?

W mojej ocenie chodzi o pierwotne założenie. Spodziewamy się jednego, a otrzymujemy drugie. Dla przykładu wezmę swoją osobę. Obecnie jestem załamany swoim chrześcijaństwem. Uważam, że mimo młodego wieku, życie trochę mi się po kisiło. Nie mam o sobie dobrego mniemania i mam wiele zarzutu względem swojej postawy. Ostatnie wydarzenia jeszcze tylko bardziej mnie dobiły. Czuje się z tym wszystkim na tyle źle, że aż mi ciężko modlić się do Boga. Trochę wstyd prosić Go o przebaczenie i o pomoc. Czuje wewnętrzną pustkę, totalną próżnie duchową - po prostu nie ma nic. Kwitując mam doła. Ale dlaczego? Czy moje życie jest totalnym ścierwem? Czy faktycznie jako ten jeden jedyny popełniłem 'te' konkretne grzechy? Nie usprawiedliwiam się kosztem innych, tylko patrze realnie. Każdy ma problemy, każdy upada, każdy przechodzi chwile załamania. Więc dlaczego mnie tak to dobija? Bo poczyniłem złe założenia, spodziewałem się sielanki, a tu sielanki nie ma. Myślałem, że wszystko będzie proste, łatwe i przyjemne, ale życie jest trochę inne. Taki szok.

Z tym całym "cudowym" samolotem będzie to samo. Nikt nie patrzy realnie, wszyscy obiecują góry złota, a obawiam się, że jak Skarb Państwa dopłacał do LOT'u tak dopłacać będzie.

Co zatem pozostaje? Kiedyś zadzwoniłem do mojego przyjaciela i powiedziałem w kilku słowach, że mi źle... Jedną rzecz pamiętam z tej rozmowy: "Łukasz, cokolwiek byś nie zrobił, Bóg jest po twojej stronie. Teraz jest czas łaski". Takie pocieszenie w tonie smutku.

sobota, 6 października 2012

Gilbert Hovsepian: List z Więzenia (Napisy PL)

Wielu irańskich chrześcijan było bądź nadal jest więzionych z powodu swej wiary. Teledysk „List z więzienia" obrazuje rzeczywistość, w jakiej przyszło im żyć i jest wołaniem o udzielenie im pomocy. Piosenkę wykonuje Gilbert Hovsepian, syn irańskiego pastora Haika Hovsepiana, który w 1994 r. poniósł śmierć męczeńską z powodu swojej wiary w Chrystusa.



środa, 3 października 2012

Marność. Wszystko Marność.


„Albowiem niczego na świat nie przynieśliśmy, dlatego też niczego wynieść nie możemy” - 1 Tym. 6:7

Przychodzimy na ten świat goli (dosłownie). Nie mamy nic. Wszystko co mamy, zdobywamy przez lata. Wykształcenie, majątek, sława, władza – wszystko to powoduje w ludziach swoistą podnietę i dążą do tego, aby je zdobywać. Czasami poświęcają całe swoje życie, ale pytam się po co? Jeśli przyjmiemy, że żyjemy około 70-80 lat, to zauważmy, że żyjemy bardzo krotko! Średnio do 30 roku życia zdobywamy wykształcenie, do 65 roku pracujemy, a potem, na starość przychodzi nam bardzo często w chorobach i bólu "odpoczywać". Czy jest sens poświęcać swoje życie dla zdobywania tych marnych rzeczy?

Kaznodzieja Salomon tak powiedział: „Marność nad marnościami, mówi Kaznodzieja, marność nad marnościami, wszystko marność. Jaki pożytek ma człowiek z całego swego trudu, który znosi pod słońcem? Pokolenie odchodzi i pokolenie przychodzi, ale ziemia trwa na wieki” - Kazn. 1:2-4. Te człowiek, o którym Bóg powiedział: „Przeto uczynię zgodnie z twoim życzeniem: Oto daję ci serce mądre i rozumne, że takiego jak ty jeszcze nie było przed tobą i takiego jak ty również po tobie nie będzie” - 1 Król. 3:12. Ten mądry człowiek zauważył, że wszystko co nas otacza jest marnością. Co to znaczy? Jeśli chcemy poświęcić swoje życia dla tych małostkowych podmiotów jak pieniądz, sława, czy władza, to tak naprawdę uganiamy się za wiatrem, bo nic tak naprawdę nie zyskamy ani nie zdobędziemy. Śmierć i tak przyjdzie na każdego z nas. I co z naszej pracy? Przecież każdy z nas stanie przed Sądem i co wtedy? Czy tam, na Sądzie, będzie to na naszą korzyść jak powiemy, że poświęciliśmy swoje życie zdobywaniu majętności? Zapewniam, że nie. A ta pewność, którą nam płynie nie z moich ludzkich wymysłów, ale prosto z Biblii, która tak mówi: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój tam będzie i serce twoje” - Mat. 6:19-21. Prosta lekcja!

Za pieniądze, nie kupimy sobie zdrowia, przyjaciół czy miłości. Pieniędzmi nie zaskarbimy sobie przychylności Pana Boga, a tylko On jest prawdziwym sensem życia. Tylko Bóg i wiara w Niego ma prawdziwy sens, gdyż jak mówi Psalmista: „Pan jest mocą moją i tarczą moją. W nim zaufało serce moje i doznałem pomocy, Rozweseliło się serce moje I pieśnią moją będę go sławił” - Ps. 28:7. Ci, którzy zaufali Bogu nigdy nie zawiedli się. Ci którzy powierzyli Jemu swoje życie nigdy nie mogli powiedzieć, że Bóg ich oszukał czy opuścił. Nie mogli tego powiedzieć, gdyż Bóg zawsze o takich ludzi się troszczył. Dlaczego miałoby być inaczej z nami? Dlaczego nie dochowałby wierności nam? My możemy zawieść, ale Bóg nigdy! „(…) Wszak Bóg jest wierny, a każdy człowiek jest kłamcą, (…)” - Rzym. 3:4. Jeśli ktoś ma kogoś opuścić, to przede wszystkim my…
Cóż nam pozostaje? Nie uganiajmy się za marnością, niechaj prawdziwymi i wartościowymi priorytetami będą dla nas wartości naprawdę cenne, duchowe. Zwróćmy serca do Boga!

poniedziałek, 1 października 2012

Prawdziwi Czciciele Boga


Dziś jest co prawda jedno chrześcijaństwo, ale odłamów jest cała masa - dosłownie. Trzy główne nurty: Katolicyzm, Prawosławie, Protestantyzm - a i one się dzielą na tyle odłamów, że nie jestem w stanie ich wszystkich wymienić. Ale istota sprawy jest taka, że każde z tych wyznań mówi: "my mamy Prawdę". Pomijając prawdziwość tego stwierdzenia względem nie których wyznań, skupmy się na wyniosłości z tego płynącej. Jak to jest możliwe, że Bóg ukochał tylko jedno wyznanie? Czy tylko Katolicyzm ma monopol na zbawienie? Albo tylko Protestantyzm lub Prawosławie? Oczywiście, że nie! Ale każdy z tych "wielkich" przedstawicieli takie rzeczy głosi. To co dzieje się dziś, wcale nie jest czymś nowym, już za czasów pierwszych apostołów był ten problem. Pytano: czy poganie mogą być zbawieni?

Wymyślono wtedy, że poganin, jeśli chce stać się chrześcijaninem, musi najpierw przyjąć zakon - stać się Żydem - a potem przyjąć Chrystusa. Nic innego jak tylko ludzka nauka... Apostoł Paweł walczył z tym poglądem, szeroko mamy to opisanie w Liście do Rzymian. "Gdyż nie ci, którzy zakonu słuchają, są sprawiedliwi u Boga, lecz ci, którzy zakon wypełniają, usprawiedliwieni będą. Skoro bowiem poganie, którzy nie mają zakonu, z natury czynią to, co zakon nakazuje, są sami dla siebie zakonem, chociaż zakonu nie mają; Dowodzą też oni, że treść zakonu jest zapisana w ich sercach; wszak świadczy o tym sumienie ich oraz myśli, które nawzajem się oskarżają lub też biorą w obronę" - Rzym. 2:13-15. Omówmy te słowa. Paweł uczy, że poganie tak samo mają możliwość zbawienia (a nawet większą), gdyż oni co prawda nie mają zakonu spisanego, i Prawo nie jest dla nich i nigdy im dane nie było, ale tak naprawdę mają zakon w sercach. Co to znaczy? Ludzie dobrych uczynków, czystego serca żyją co prawda bez jasnych przepisów od Boga, ale żyją tak, że Bogu się to podoba. Żyją według Prawa. "A chwała i cześć, i pokój każdemu, który czyni dobrze, najpierw Żydowi, a potem i Grekowi" - Rzym. 2:10. Nie ma różnicy między izraelitą a poganinem - wszyscy w oczach Bożych są równi. Jezus nie umarł za Izraela, ale za wszystkich ludzi. "Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden za wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli; A umarł za wszystkich, aby ci, którzy żyją, już nie dla siebie samych żyli, lecz dla tego, który za nich umarł i został wzbudzony" - 2 Kor. 5:14-15. Mało tego, są bardziej przekonujące nas słowa, mówiące o tym, że i poganie mają równy dostęp do Łaski: "A w następny sabat zebrało się prawie całe miasto, aby słuchać Słowa Bożego. A gdy Żydzi ujrzeli tłumy, ogarnęła ich zazdrość, i bluźniąc sprzeciwiali się temu, co mówił Paweł. Wtedy Paweł i Barnaba odpowiedzieli odważnie i rzekli: Wam to najpierw miało być opowiadane Słowo Boże, skoro jednak je odrzucacie i uważacie się za niegodnych życia wiecznego, przeto zwracamy się do pogan. Tak bowiem nakazał nam Pan: Ustanowiłem cię światłością dla pogan, Abyś był zbawieniem aż po krańce ziem, ziem, ziem, ziem, ziem, Poganie słysząc to, radowali się i wielbili Słowo Pańskie, a wszyscy ci, którzy byli przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. I rozeszło się Słowo Pańskie po całej krainie" - Dz.Ap. 13:44-49.

Izraelczycy nie byli blisko Boga. Oni czynili Zakon, nie z serca ale z tradycji, dlatego że tak zostali nauczeni. Czynili obrządek, ale serce ich było gdzie indziej. Tego Bóg nie chciał i nie chce. Bóg chce tych, którzy są naprawdę Jemu oddani: "Rzekł jej Jezus: Niewiasto, wierz mi, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie oddawali czci Ojcu. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, bo zbawienie pochodzi od Żydów. Lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by mu tak cześć oddawali. Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie" - Jan. 4:21-24.

Na tym polega prawdziwe chrześcijaństwo. Nie na przynależności do jednego czy drugiego kościoła, nie na tradycji, obrządku czy rozumowaniu tego czy innego wersetu w taki czy inny sposób. Ale na stanie serca, na miłości. Tego Bóg od nas oczekuje. Nie pozostaje nam nic innego jak tylko pomyśleć nad sobą i zmienić się...

"Cóż tedy powiemy? To, że poganie, którzy nie dążyli do sprawiedliwości, sprawiedliwości dostąpili, sprawiedliwości, która jest z wiary; A Izrael, który dążył do sprawiedliwości z zakonu, do sprawiedliwości z zakonu nie doszedł. Dlaczego? Dlatego, że było to nie z wiary, lecz jakby z uczynków; potknęli się oni o kamień obrazy" - Rzym. 9:30-32.

sobota, 29 września 2012

Przykłady w Biblii


"Bracia, za przykład cierpienia i cierpliwości bierzcie proroków, którzy przemawiali w imieniu Pańskim" - Jak. 5:10.

Biblia nie tylko nas uczy, jak żyć, nie tylko ma w sobie nakazy i przepisy, nie tylko zawiera w sobie obietnice dane człowiekowi, ale ma też w sobie zapisane wzory ludzi, którzy żyli z Bogiem. Kiedy mamy powiedziane, aby być pełnym wiary, to przyznam, że jest to ciężkie do opisania. Bo jakim słowami opisać tą metafizyczną rzecz?

W zrozumieniu tego i innych zagadnień służą przykłady (historie Biblijne), które w sposób obrazowy ilustrują pewne zachowania. Takim przykładem może być Józef, który jest wspaniałym przykładem wierności Bogu, Abraham, który mimo wszystko Bogu wierzył, Dawid, który kochał Boga całym sercem czy Job, który został opisany przez Jakuba, który kontynuuje myśl: "Oto za błogosławionych uważamy tych, którzy wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Joba i oglądaliście zakończenie, które zgotował Pan, bo wielce litościwy i miłosierny jest Pan" - Jak. 5:11.

Wszystkie te przypadki są określone mianem wierności. Przez całe nasze życie idziemy z różnymi myślami. Czasami jest nam łatwo, czasami trudno. Ale co by się nie działo, chrześcijanie powinni zawsze wierzyć Bogu, zawsze pokładać nadzieję w Nim.

Paweł tak napisał: "Cokolwiek bowiem przedtem napisano, dla naszego pouczenia napisano, abyśmy przez cierpliwość i przez pociechę z Pism nadzieję mieli" - Rzym. 15:4. Wszystko, co jest w Biblii, nie jest w niej przypadkiem, wszystko to ma nam służyć ku pokrzepieniu i pomocy. Mamy naprawdę wiele przykładów z różnych dziedzinach życia. W każdej sytuacji życiowej w jakiej się człowiek może znaleźć, zawsze może znaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania w Biblii. Są one zapisane w sposób pośredni lub bezpośredni, ale są. Trzeba tylko chcieć je znaleźć. A żeby to zrobić, to trzeba zacząć czytać Biblię, ale tego też trzeba chcieć... I koło się zamyka.

"Błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie, bo gdy wytrzyma próbę, weźmie wieniec żywota, obiecany przez Boga tym, którzy go miłują" - Jak. 1:12.

wtorek, 25 września 2012

Odnowiony Człowiek


"Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza. A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe" - Rzym. 12:1-2.

Są to jedne z najważniejszych słów, jakie powinniśmy sobie wziąć do serc. Wzywają wprost do zmiany postawy, życia, myślenia. Te słowa św. Pawła nie są dla nas czymś nowym, w wielu miejscach on, ale i nie tylko on, wspomina o tym w sposób mniej lub bardziej bezpośredni. Bez trudu można też taką postawę wyczytać z historii Biblijnych. Także nie da się tego ukryć, że jest to oczywista sprawa. Tylko....

No właśnie, jest "tylko"... Te "tylko" to czas. Zmiana umysłu, to zmiana myślenia, a tego nie da się zrobić w ciągu chwili. To proces, który nie trwa lata - on trwa całe życie. A to znaczy, że są wzloty i upadki. Wysokie wzloty i bolesne upadki. O ile do tych wzlotów nic nie mam, to z tymi upadkami fajnie nie jest. I co zrobić, co począć? Jakie sposób myślenia przyjąć, kiedy się zgrzeszy? Można przyjąć myśl Dawida, który w Psalmie 51 wyraża swoje myśli, kiedy to zrozumiał, że zgrzeszył. W tym - a i nie tylko w tym - Psalmie są bardzo pokrzepiające słowa: "Ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony, Sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, Boże" - Ps. 51:19. Może taką "strategię" przyjąć?

Najlepiej to nie upadać. Trwać w Bogu i co dzień rozkoszować się Jego społecznością, którą mamy w sercu.

A kiedy się upadnie, to... pomodlić się. To dobry początek wszystkiego.

piątek, 21 września 2012

Miłość Boża względem nas



"Patrzcie, jaką miłość okazał nam Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy. Dlatego świat nas nie zna, że jego nie poznał" - 1 Jan. 3:1

Chrześcijanie to grupa ludzi, która dąży do pewnego celu. Tym celem jest zbawienie. Chrześcijanie nie powinni nazywać samych siebie już zbawionymi, gdyż tak naprawdę są oni powołani do zbawienia. Jest to pewna różnica. Niemniej jednak istotnym faktem jest to, że Bóg od zawsze patrzy na człowieka z miłością. Chociaż człowiek od Boga odchodzi, grzesząc i łamiąc Jego prawo, to Bóg mimo wszystko nie porzuca tak marnego stworzenia jak człowiek: "Panie! Łaska twoja do niebios sięga, Wierność twoja aż do obłoków" - Ps. 36:6. Bez wątpienia można powiedzieć, że zbawienie dane jest ludziom darmo, ponieważ co człowiek ma tak cennego, co mogłoby choć w część być równoważne pod względem ceny? Nic - dosłownie.

Jednakże musimy pamiętać, że oprócz tego, że Bóg jest Bogiem miłosiernym, to jest on także i Bogiem sprawiedliwym i nie pozwoli się z siebie naśmiewać. Okazuje on łaskę ludziom - to prawda, ale reszta należy do człowieka. To człowiek musi zdecydować, czy chce żyć z Bogiem czy też z nurtem tego świata. Mówiąc o "tym świecie" mam na myśli ludzi, którzy używają życia na wszelkie możliwe sposoby, dla których przesłanie Ewangelii nie jest istotne. Jest w tym może troszkę paradoksu. Bóg daje ludziom zbawienie, oczekując wierności - sam siebie nazywa Bogiem Zazdrosnym - i miłości, a człowiek woli zmarnować to doczesne życie na zabawy i przyjemności, nie wiedząc (lub może nie myśląc) o tym, że każdy stanie na Sądzie i każdy będzie musiał się ze swych słów, czynów wytłumaczyć. "Albowiem my wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe" - 2 Kor. 5:10.

Z góry informuję, że wyspowiadanie się u księdza sprawy nie załatwia. O ile mam pewne zastrzerzenia co do nauki KRK w tym względzie, to bardzo często w mentalności swej ludzie spowiadając się myślą, że mają czyste konto, i dalej żyją jak chcą (nie mówię o wszystkich!). Bóg nie oczekuje od nas, że co tydzień będziemy chodzić do kościoła i się spowiadać, ale oczekuje od nas tego, że zmienimy swoje życie! Okazał nam swoją miłość, "wybierając" nas ze świata, okażmy Mu także miłość starając się żyć według jego przykazań.

Na dodatek jesteśmy tytułowani "dziećmi Bożymi", a to zobowiązuje. Pytanie tylko, czy te prawdy robią na nas wrażenie. Pytanie, czy w ogóle nas to obchodzi jak jesteśmy tytułowani. Ciekawe ile tych wszystkich ludzi, którzy uważają się - nie jednokrotnie za gorliwych - chrześcijan, jest nimi naprawdę. Bo przecież, każdy chciałby nim być, ale czy jest?

"A jako współpracownicy napominamy was, abyście nadaremnie łaski Bożej nie przyjmowali; Mówi bowiem: W czasie łaski wysłuchałem cię, A w dniu zbawienia pomogłem ci; Oto teraz czas łaski, Oto teraz dzień zbawienia" - 2 Kor. 6:1-2.

poniedziałek, 17 września 2012

niedziela, 16 września 2012

Rzeczpospolita: Egipt – plaża i gwałty na chrześcijankach


Rośnie fala prześladowań chrześcijan na świecie. Głównie w krajach muzułmańskich.
Podczas gdy 11 listopada w Polsce świętować będziemy odzyskanie niepodległości, chrześcijanie w wielu krajach modlić się będą za wyznawców Chrystusa, którzy są prześladowani z powodu wiary.
Aż trudno uwierzyć, że dzieje się tak w około 75 krajach świata. Oznacza to, że w  co trzecim kraju na świecie łamane jest podstawowe prawo do wolności religijnej.  Jak podaje międzynarodowa organizacja "Pomoc Kościołowi w potrzebie", każdego roku z powodu wiary ginie od 150 do 170 tysięcy chrześcijan. Są mordowani, paleni żywcem, torturowani. Są zamykani w obozach koncentracyjnych, jak w Korei Północnej, rozstrzeliwani przez  islamskie bojówki,  jak kilka dni temu 32 studentów w Nigerii.
Mordy na tle 
religijnym
W tym roku ofiar może być jeszcze więcej z powodu tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie,  w tym m.in.  wojny domowej w Syrii, gdzie dochodzi do mordów z powodów religijnych. Te dane są wynikiem monitoringu sytuacji, jaki prowadzą nie tylko organizacje chrześcijańskie, ale także świeckie, takie jak Komisja Praw Człowieka ONZ czy waszyngtońskie Centrum Wolności Religijnej.
–  Prześladowania w skali globalnej się nasilają, zwłaszcza w krajach islamskich – mówi pastor Maciej Wilkosz, prezes Stowarzyszenia Głos Prześladowanych Chrześcijan, które sześć lat temu,  pod patronatem Światowego Aliansu Ewangelicznego,  wprowadziło do Polski  Dzień Modlitwy za Prześladowany Kościół. – Otrzymujemy informacje, że prześladowania pojawiają się w krajach, w których do tej pory nie było większych problemów, np. w Kenii i Tanzanii, a w innych się intensyfikują – w Egipcie, Iraku, Pakistanie, północnej Nigerii – mówi pastor.
Chrześcijanom coraz trudniej żyć w krajach Bliskiego Wschodu. Już nie tylko w Arabii Saudyjskiej, gdzie za posiadanie Biblii grozi aresztowanie, czy w Iraku, gdzie z powodu czystek religijnych i exodusu liczba chrześcijan spadła z 1,2 miliona do 250 tysięcy. Podobnie dzieje się w innych krajach, w których w wyniku wiosny arabskiej do głosu doszły radykalne ugrupowania muzułmańskie.
Jest paradoksem historii, że w czasach, gdy  Egiptem rządził twardą ręką  Hosni Mubarak,  chrześcijanom, których jest tu około 16 milionów, żyło się w miarę spokojnie. Obalenie dyktatora, zamiast przynieść upragnioną wolność i sprawiedliwość wszystkim obywatelom tego kraju, po objęciu władzy przez Bractwo Muzułmańskie otworzyło drogę do prześladowania chrześcijan.
Ucieczka przed krwawymi atakami
Po serii krwawych ataków na koptów w 2011 roku – zamachy bombowe na świątynie,  ataki na klasztory i wioski koptyjskie –  z Egiptu wyjechało  200 tysięcy chrześcijan, a sytuacja się nie poprawia. Dochodzi do ataków, a także morderstw chrześcijan, podpalane są ich domy i sklepy.
Nie dalej niż kilkanaście dni temu grupa radykalnych salafitów (muzułmański ruch religijny i polityczny) wtargnęła do jednej z koptyjskich świątyń w rejonie delty Nilu, gdzie wywiesiła transparent z informacją o przemianowaniu kościoła na meczet.  W marcu w Górnym Egipcie liczący półtora tysiąca tłum  muzułmanów, uzbrojonych w maczety, noże i kije,  zaatakował trzy siostry zakonne.
Kobietom uwięzionym w budynku szkoły, gdzie uczyły, grożono spaleniem żywcem.  Jak donosi ekumeniczna organizacja Open Doors, której celem jest pomoc prześladowanym chrześcijanom, wezwanie do ataku na zakonnice padło z trzech meczetów.
– Ataki fizyczne na chrześcijan nie są w Egipcie zjawiskiem nowym, ale nowe jest to, że do pogromów nawołuje się z meczetów – mówi Tomasz Korczyński z Open Doors. –  Ataki są zatem legitymizowane religijnie.
Sytuacja chrześcijan w Egipcie spowodowała, że Kościół katolicki w Polsce, który 11 listopada  także organizuje Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym, chce zwrócić uwagę właśnie na to, co dzieje się w tym kraju.
– Milionom Polaków Egipt kojarzy się z wakacjami nad ciepłym morzem. Ale wysokie ogrodzenia  kurortów odcinają turystów od ponurej rzeczywistości, w której trwa dyskryminacja i przemoc wobec chrześcijan – mówi ks. Waldemar Cisło, dyrektor sekcji polskiej Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie. – Chcemy zachęcić Polaków do modlitwy i do tego, aby w czasie urlopu w Egipcie odwiedzali chrześcijańskie świątynie. Takie wsparcie, świadomość, że się nimi ktoś interesuje, są dla tamtejszych chrześcijan bardzo ważne.
Polowanie
na chrześcijanki
Ks. Cisło podkreśla, że chrześcijanie w Egipcie  nie mogą zajmować kluczowych stanowisk w administracji państwowej czy na uniwersytetach. –  Zdarzało się, że zdolni studenci chrześcijanie na czas sesji byli bici lub aresztowani, aby uniemożliwić im ukończenie studiów. Chrześcijanie mają wykonywać zajęcia poślednie, a  często jest tak, że mogą pracować tylko na wysypiskach śmieci – mówi.
Coraz częściej dochodzi do porwań młodych chrześcijanek. – Są przez miesiąc gwałcone, podawane im są narkotyki po to, by przed kamerą oświadczyły, że dobrowolnie przechodzą na islam. Ten proceder jest finansowany przez radykalne ugrupowania islamskie, które płacą od 20 do 100 funtów egipskich. Mamy dowody, że służba bezpieczeństwa temu sprzyja – mówi pastor Maciej Wikosz.
Doniesienia o brutalnych gwałtach na dwóch 13-letnich chrześcijankach, z których jedna została zamordowana, napłynęły w ostatnich dniach także z innego kraju – z Indii, ze stanu Orisa.  Sprawcami gwałtów są prawdopodobnie ekstremiści hinduistyczni, którzy polują na chrześcijanki.
Pogarsza się sytuacja chrześcijan także w innych krajach Bliskiego Wschodu. Najbardziej dramatyczna sytuacja jest obecnie w Syrii, gdzie trwa wojna domowa.
Ale chrześcijanie są atakowani zarówno przez wojska rządowe, jak i muzułmańskich rebeliantów, którzy przeprowadzają czystki religijne. Symbolem tego jest uprowadzony  dla okupu 40-letni 
ks. Fadi z miejscowości Katana, okrutnie torturowany przed śmiercią.  Tysiące chrześcijan uciekły ze swoich domów w miastach Homs, Daraa, Hama, kierując się do tzw. Doliny Chrześcijańskiej, na przedmieścia Damaszku i Aleppo, skąd też są wypierani.
– Chrześcijanie uciekają do Libanu, miejsca schronienia  dziesiątków tysięcy uchodźców chrześcijańskich z Iraku – mówi Tomasz Korczyński. 
– Ale konflikt syryjski rozlewa się już na Liban, skąd chrześcijanie nie będą mieli gdzie uciekać. Dalej jest tylko morze – podkreśla.
Światowy indeks prześladowań
Patriarcha syryjskiego Kościoła katolickiego w Bejrucie Ignacy Efrem Joseph III mówił w jednym z wywiadów:  – My jesteśmy pod presją tych, którzy chcą tylko jednej religii – islamu. My, chrześcijanie, nie oczekujemy żadnych specjalnych praw. Chcemy tylko takich samych praw, jakie posiadają wszyscy inni. Chcemy wolności sumienia, wolności kultu religijnego, chcemy także wolności dla tych, którzy nie wierzą w nic. Tu ta równość wobec prawa nie istnieje. To poważnie zagraża naszemu przetrwaniu w całym regionie.
Na światowym indeksie prześladowań, który przygotowuje Open Doors, na pierwszym miejscu od lat jest Korea Północna, a za nią: Afganistan,  Arabia Saudyjska,  Somalia, Iran, Malediwy, Uzbekistan, Jemen, Irak, Pakistan. Na 50 państw  w niechlubnym indeksie Open Doors aż 38 miejsc zajmują kraje muzułmańskie.
Więcej o prześladowaniach chrześcijan i modlitwie 11 listopada na portalach organizacji: Pomoc Kościołowi w Potrzebie, www.pkwp.org,  Głos Prześladowanych Chrześcijan,www.gpch.pl, Open Doors, www.opendoors.pl.


środa, 12 września 2012

Opis Chrześcijaństwa Zachodu Przez Chrześcijan ze Wschodu


"Religia, jak odkryłem, to w Ameryce wielomiliardowy biznes. Gdy wchodziłem do kościołów, zdumiewały mnie dywany, sprzęty, klimatyzacja i ozdoby. Wiele kościołów posiada sale gimnastyczne i całe zespoły zajmujące się działaniami mającymi niewiele – lub nic – wspólnego z Chrystusem. Wydawało mi się, że orkiestry, chóry, „specjalna” muzyka, a czasami nawet kazania – bardziej służą rozrywce niż oddawaniu czci Bogu. Wielu chrześcijan w USA prowadzi życie odizolowane od rzeczywistości – nie tylko od potrzeb ludzi biednych w innych krajach, ale także biednych w ich własnych miastach. Obok całego tego bogactwa żyją miliony bardzo biednych ludzi, pozostawione z tyłu przez chrześcijan, którzy przeprowadzili się do bogatych dzielnic. Przekonałem się, że wierzący są gotowi zaangażować się w niemal każdą działalność, która wygląda na duchową, byle tylko pozwoliła im uniknąć konieczności głoszenia Ewan
gelii.

Na przykład, pewnego ranka wziąłem do rąk popularne chrześcijańskie czasopismo, zawierające wiele interesujących artykułów, historii i wiadomości z całego świata – napisanych przez wielu sławnych przywódców chrześcijańskich z Zachodu. W czasopiśmie tym znalazłem głoszenia dwudziestu jeden chrześcijańskich szkół biblijnych, seminariów i kursów korespondencyjnych, reklamy pięciu różnych angielskich przekładów Biblii, siedmiu konferencji i obozów, pięciu nowych filmów chrześcijańskich, dziewiętnastu komentarzy i rozważań biblijnych, siedmiu chrześcijańskich programów zdrowotnych i diet oraz pięć ofert firm specjalizujących się w przeprowadzaniu zbiórek pieniężnych. Ale to jeszcze nie było wszystko. Znajdowały się tam także reklamy wszelkiego rodzaju produktów i usług: poradnictwa, usług kapelańskich, kursów pisania, kościelnych wież, szat dla chórów, krzyży ściennych, baptysteriów i podgrzewaczy wody, koszulek, taśm, agencji adopcyjnych, traktatów, wierszy, podarunków, klubów książkowych i korespondencyjnych przyjaciół. Wszystko to robiło wielkie wrażenie.Prawdopodobnie żadna z tych rzeczy nie była zła sama w sobie, ale nie dawała mi spokoju myśl o tym, że jeden naród ma do swojej dyspozycji tak wielkie duchowe luksusy, podczas gdy w moim kraju czterdzieści tysięcy ludzi umiera każdego dnia nie usłyszawszy ani razu Ewangelii." - K.P. Yohannan "Rewolucja misyjna"

„Gdy jestem na zachodzie, widzę potężne budynki i to całe bogate wyposażenie, pluszowe dywany i najnowocześniejsze systemy akustyczne. Mogę jednak zapewnić kościół na Zachodzie z całkowitą pewnością, że nie potrzebujecie budynków kościelnych. Budynki kościelne nigdy nie zapewnią tak oczekiwanego przebudzenia. Pogoń za coraz większą ilością dóbr materialnych nie sprowadzi przebudzenia. Jezus naprawdę miał rację, gdy powiedział: „nie od obfitości dóbr zależy czyjeś życie” (Łuk. 12-15)” - Brat Yun "Człowiek z nieba"




Znalezione na tablicy FB

piątek, 31 sierpnia 2012

Cyryl I i Pojednanie

Zauważyłem, że Polacy i Rosjanie to dwa normalne społeczeństwa. Smutki, radości, zwycięstwa i porażki - wszystko w standardzie. Stan obu tych społeczeństw jest diametralnie różny od zachowań politycznych, a z tego poziomu wychodzi na to, że jesteśmy w ciągłym stanie "zimnej wojny". Ma to swoje uzasadnienie, gdyż pomaga co najmniej jednej ze stron osiągnąć swoje zamierzone cele. Nie mniej, jesteśmy w mediach bombardowani ciągłymi zgrzytami na linii Warszawa - Moskwa. Dlatego wizyta Cyryla I, jako wizyta pojednawcza, robi wrażenie. Może to nie jest autentyczne, może jest to polityka Kremla, aby coś opinii światowej pokazać, czy coś komuś udowodnić... Nie istotne. Ważne jest to, że mimo okropnych zaszłości historycznych, ciągłych napięć, można chociaż oficjalnie próbować rozładować napięcie i próbować pojednać się.

Dość polityki. Przenieśmy analogie tych działań na nasze codzienne życie. Popadamy w konflikty, nawet i zażarte kłótnie. Ale czy my, chrześcijanie poczuwamy się do tego, aby jako ambasadorowie Boga na tym świecie, wysłać 'dyplomatyczną notę' drugiej stronie w sprawie pojednania? Ile razy zanim taka myśl w nas zakiełkuje, zaraz analizujemy, jak to my, jesteśmy skrzywdzeni, poniewierani, jak to wielokrotnie próbowaliśmy, chcielibyśmy aby było dobrze, ale sprawa jest 'tak skomplikowana', że nic nie możemy zrobić...

Ciężko jest. Ciężko zaprzeć się samego siebie. Ciężko schować ambicję do kieszeni, a nawet się jej pozbyć. Bo to nasza pycha, nasza zarozumiałość i wyniosłość nie pozwala nam się ukorzyć przed drugim. Tak, ukorzyć się... Bo to ten co wyciąga rękę, musi się ukłonić, musi 'wykazać' słabość. A druga strona - 'łaskawie' przyjmuje przeprosiny... W tym wszystkim jest pycha. Wyniosłość.

Kiedy nasi politycy z rosyjskimi się dogadają? Kiedy jedni uderzą się w piersi, a drudzy nie wykorzystają tego, aby pokazać, jacy to są wspaniali. Pojednanie, będzie wtedy, kiedy obie strony, w głębi serca dostrzegą szczerość intencji.

Jakub i Ezaw udowodnili, że można. Cyryl I pokazał, że można. A co ja udowodniłem?

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Wywiad z Koptyjką Nawal o Islamie.


Przedstawiamy zapis wywiadu, przeprowadzonego z Koptyjką imieniem Nawal. Przestrzega ona Europejczyków, że imigracja muzułmańska może się dla nich zakończyć tak jak dla Koptów, którzy we własnym kraju z czasem stali się dyskryminowaną i prześladowaną mniejszością.
Reporter: Nawal, pochodzisz z Egiptu. Jak żyje się tam koptyjskim chrześcijanom? Czy jesteście uciskani przez muzułmanów?
Nawal: Ucisk i dyskryminacja w Egipcie trwa już od 40 lat. Obecnie, gdy Bractwo Muzułmańskie i salafici zdobyli władzę, ekstremizm się nasila. Podpala się kościoły, ludzie są wyganiani z domów i prześladowani. Jest bardzo źle. Nie można nawet chodzić po ulicy z krzyżykiem na szyi.
R: Czy koptyjscy chrześcijanie padają też ofiarami zabójstw?
N: Oczywiście! Od wielkiego zamachu na kościół znanego na całym świecie, mam na myśli zamach 1 stycznia 2012, zginęło 21 osób.
R: Czy można rozumieć to tak, że muzułmanie kierują się tam określonymi
zasadami, czy jest jakaś święta księga, którą się kierują?
N: Oczywiście to Koran jest tą księgą. Wcześniej zajmowaliśmy się Koranem, żeby dowiedzieć się czy można brać to na poważnie. Niestety wyszło przy tym, że jest to księga prowadząca nagonkę przeciwko chrześcijanom i Żydom i przeciwko każdemu, kto w tę księgę nie wierzy. Potwierdzają to zapisane w niej wersety.
R: Bracia Muzułmanie są teraz przy władzy. Mają prezydenta, Mursi’ego, który mówi: „Koran jest naszą konstytucją”. Czy uważa Pani że będzie jeszcze gorzej w Egipcie? Czy zostanie wprowadzony szariat?
N: Naciskają na to muzułmanie, którzy wybrali Bractwo Muzułmańskie. Tak naprawdę było to częściowo oszustwem, niektórzy wyborcy Bractwa Muzułmańskiego zostali przekupieni pieniędzmi i żywnością. Jeśli będzie to dalej iść w tym kierunku, chrześcijanie będę mieli ciężką sytuacje w Egipcie. Będą musieli walczyć o odzyskanie swojego kraju, albo niestety wyjechać. Ja chcę zostać tak długo aż odzyskam z powrotem mój kraj. Nie poddam się.
R: Ma Pani łańcuszek na szyi. Na amulecie widnieje napis „Jerozolima”. Czy uważa Pani, że Izrael jest teraz bardziej zagrożony przez rewolucję islamską i tzw. “arabską wiosnę”?
N: Naturalnie, Izrael jest dość mocno dotknięty przez tę rewolucję. Oni chcieli wolności dla nas, ale muszą się liczyć z tym, że rewolucja oznacza wzmocnienie radykalizmu islamskiego, szariat, ignorowanie mniejszości, ignorowanie wolności, dyskryminację kobiet, brak poszanowania dla praw dzieci, praw kobiet oraz dla wolności słowa i przekonań. Wielu się z tym nie liczyło i Izrael będzie niestety silnie zagrożony przez tych ekstremistów, którzy przygotowują się do prowadzenia z nim wojny.
R: Próbuje Pani także tutaj w Monachium otrzymać wsparcie?
N: Pomagam zbierać podpisy dla Partii Wolności. Wsparciem dla mnie będzie to, że Niemcy, które również są silnie zagrożone, nie podzielą losu mojej ojczyzny. Jeśli muzułmanie staną się silni, niestety będą mieli prawo zmiany konstytucji. Tutaj tego nie rozumieją. Niemcy myślą: „dopóki mam silną konstytucję, nic mi ni grozi”, ale tak nie jest. Im bardziej muzułmanie będą dochodzić do władzy, tym większe będą mieć możliwości zmiany konstytucji i będą mogli wprowadzić szariat wraz ze wszystkimi surowymi karami.
R: Koptyjski biskup Damian mieszkający w Niemczech powiedział: „Uważajcie chrześcijanie, wkrótce będzie działo się u was to, co u nas. My Koptowie rządziliśmy we własnym kraju, potem przyszli muzułmanie. Było ich coraz więcej i zaczęli nas uciskać”. Czy Pani też tak to widzi?
N: Oczywiście, w ciągu ostatnich lat dochodziło do zamachów w Europie. Ostatni w Tuluzie – zamach na żydowską rodzinę 4 dzieci, ojciec, który był rabinem i matka zostali zabici. Theo van Gogh został zabity, ponieważ nagrał film, w którym wyraził poglądy krytykujące islam. Ludzie, którzy stworzyli karykatury Mahometa mogą zostać zastrzeleni, ponieważ islam nie zna wolności słowa.
R: Dziękuję bardzo i życzę wielu sukcesów w Pani akcjach.
N: Proszę mi nie dziękować. Wierzę, że Niemcy się obudzą i zrozumieją co Partia Wolności dla nich robi. Odważnie przyjdą by składać podpisy i wesprą swój kraj, nie mój. Dziękuję bardzo. (r)
Tłumaczenie: MD
Żródło: euroislam.pl



piątek, 10 sierpnia 2012

Gorliwość Muzułmanów

Świat muzułmański jest przez zachód różnie oceniany. A to terroryzm, a to przemoc wobec kobiet, a to brak poszanowania praw. Nie mniej ze wszystkich tych minusów, które skrzętnie są nam przypominane w mediach, można dostrzec także zamieszki. Zamieszki, które oczywiście mają jakiś wymiar pijarowski, ale co gorsze, one są spontaniczne. Ta spontaniczność wywołana jest tym, że ktoś obraził ich świętość.

A to karykatury Mahometa, a to film, który wyśmiewa ich wartości. Nie chce bawić się w politykę. Chce tylko wykazać, że Ci, którzy nie żyją w Prawdzie jaką jest Chrystus, są gotowi umrzeć za swojego Allaha i Proroka. Wszechogarniająca wściekłość bo przedmiot ich kultu został zbezczeszczony.

A jak to u nas wygląda? Obrażają Boga w kabarecie - śmiejemy się, wyszydzają ofiarę Chrystusa - milczymy, profanują krzyż w sztuce - wolność słowa, rysują karykatury religijne - nie podnosimy głosu. Więc jaka powinna być nasza reakcja. Wiem, że my mieszkańcy zachodu jesteśmy przepełnieni wartościami wolnościowymi, wszędzie jest wolność słowa i demokracja - tego raczej nie ma na wschodzie.

Ale ja nie chce nawoływać do nienawiści czy do protestów, bo ktoś coś powiedział obraźliwego o Bogu. Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że ci, których wielokrotnie wyszydzamy bo są zacofani, fanatycznie kochają swojego Allaha. A czy nasz - Prawdziwy Bóg - nie oczekuje od nas takiej fanatycznej miłości? Ileż to razy mówi, że jest Bogiem zazdrosnym... Dlaczego nie protestujemy kiedy obrażają naszego Chrystusa? Nie mówię nawet o wielkich akcjach jak karykatury w mediach, ale w codziennych zwykłych rozmowach, kiedy milczymy.

A poganie są gotowi nawet i zabić. My nie zabijajmy innych, ale słusznie oburzajmy się. Nie bójmy się nagonki społecznej i powiedzmy głośno, że nasz Bóg jest o wiele wspanialszy niż my i nie mamy najmniejszego prawa lekceważąco się o Nim wypowiadać.

Muzułmanie nie boją się ani ludzi, ani polityków, ani sankcji.... Bronią swych wartości.
A my natomiast....

środa, 8 sierpnia 2012

Pojawiła się fajna dziewczyna i...

... pierwszy raz nie podejmuje kroku. Toż to szok! Zazwyczaj był stosowany jakiś bajer i znajomość się rozwijała, następnie albo się to przeradzało w 'coś' albo nie. Zauważyłem jednak, że w tych czy innych sprawach, to ja zazwyczaj podejmowałem decyzje, wcale a wcale nie konsultując je z Bogiem. JA chce z nią być więc będę i basta. Z drugiej strony wypadało by zapytać Boga jak spogląda na ten temat.

Z mojego punktu widzenia - dziewczyna miód. Patrząc realnie ma doprawdy piękne zalety, ale też sporo wad. Ciężko mi osądzać, ale obstawiam, że z Bogiem jej nie po drodze. Troszkę inna bajka. Mimo to czuje, że jestem na rozstaju dróg. Jaką decyzję podejmę, taka będzie. I podjąłem decyzję: pomodliłem się. W gruncie rzeczy to robię to cały czas - mniej lub bardziej intensywnie. Ale wołam do Boga, proszę Go o pomoc, o to by podjął decyzję za mnie. Bo jak ja wezmę sprawy w swoje ręce, to kaplica, ale jak Bóg weźmie się za temat to wygrałem.

Te moje rozkminki nt mojej partnerki życiowej prowadzą mnie w myślach do innych rozważań. Z kim powinienem się związać: z chrześcijanką czy nie-chrześcijanką. Jakie są plusy małżeństwa (stawiajmy problem do tej rangi) z chrześcijanką? Moje subiektywne obserwacje prowadzą mnie do wniosku, że dziewczyny jak i my chłopaki z chrześcijańskich domów zazwyczaj jesteśmy dość dobrze wytresowani. Wiem, że te słowo jest może i wulgarne, nie chce nikogo obrażać, ale mało książek chyba czytałem w życiu i nie potrafię znaleźć zamiennika "gładkiego politycznie"... Na czym polega owe 'wytresowanie'? Z moich obserwacji na tym, że niedziela, punkt 10:00 jesteśmy w kościele. Dzieci wysyłamy na kursy biblijne, a sami pojawiamy się na konferencjach. Czy jest to złe? Bynajmniej! Chciałbym, aby ta ze względu której piszę ten wpis też tak myślała. Ale dziewczyna (czy chłopak), która tak postępuje jak ją w domu chrześcijańskim nauczono, na pewno jest religijna. A ja bym chciał wierzącą, a to nie jest to samo...

Dochodzę do wniosku, że gwarancją życia w chrześcijańskich warunkach małżeńskich nie jest on i ona z chrześcijańskich domów. Znam kilka "chrześcijańskich" małżeństw z dość bliska i zapewniam, że wolę kastrację niż taką katorgę... Szczęście małżeńskie nie może być oparte na tej czy innej religii. To Bóg jest fundamentem, na którym należy budować, a nie 'logo' jakiegoś kościoła.