Google Website Translator Gadget

niedziela, 22 stycznia 2012

Don't Give Up!

Chciałem się poddać. Chciałem to wszystko zostawić. Nie chciałem już pełnić swej służby, chciałem wycofać się w cień. Chrześcijaństwo okazało się zbyt trudne. Reguły dość jasno sprecyzowane i układ zaoferowany człowiekowi jest dość prosty, ale to zaczęło mnie przerastać. Kilka długich lat w służbie, powinny już być widoczne pewnie efekty, a cały czas czuje jakbym stał w miejscu. Zamiast pielęgnacji 'duchowych' ideałów, 'cielesne' babranie się w syfie. Pismo Święte przyrównuje taką postawę bardzo wymownie:
"Spełniło się na nich to, o czym słusznie mówi przysłowie: Pies powrócił do tego, co sam zwymiotował, a świnia umyta - do kałuży błota" (2 P 2:22)
Prostota niezwykle wymowna. Z czego wynika takie moje pesymistyczne nastawienie? Z wielu rzeczy, naprawdę złożona sprawa. Przede wszystkim zaniedbania. To najlepsze określenie. Modląc się do Boga, nie powinno oczekiwać się, że nic już nas nie dotyczy. Modląc się o odpuszczenie grzechów, należy wykazać skruchę, niejednokrotnie pokutę. 'Przepraszam' nie załatwia sprawy ostatecznie. Trzeba zrobić coś więcej. Jeśli grzech powraca, a my często upadamy, to mówi się trudno - trzeba walczyć. Ale jeśli my nic nie robimy z tym, nie walczymy, nie staramy się, tylko tak lekkodusznie podchodzimy do sprawy, to polegniemy. Ciągłe porażki, brak motywacji czy słaby charakter, nie istotne co to jest dokładnie, istotne jest to, że rodzi się w nas poczucie winy, poczucie porzucenia i bezradności. Z jednej strony ma to swoje uzasadnienie, gdyż w zdecydowanej liczbie przypadków to człowiek jest sam sobie winien, z drugiej czy faktycznie Bóg nas opuścić może:
"Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego" (2 Tym 2:13
Nie ma zatem takiej możliwości! Poczucie winy, silny samokrytycyzm to idealne narzędzia w ręku szatana. W bardzo wyrafinowany sposób on je podgrzewa w naszych głowach, przez co z poczucia własnej winy, popadamy niemalże w stany depresyjne. Jako grzesznik, zamiast iść do Boga i się pomodlić, to w głowie siedzi ta myśl osobistego plugastwa, zawodu i wstydu. Zamiast wziąć Słowo Boże i szukać tam wskazówek na dalszą drogę, to pozwalamy, aby się zakurzyło, bo my nie jesteśmy godni. Takie uczucia w pewnej mierze są dobre, bo nie pozwalają nam urosnąć w pychę, ale przesadzone mogą skutecznie odciągnąć nas od Boga.

Pisze to z własnego doświadczenia...

Bóg, jest znany od pradziejów jako Bóg bogaty w miłosierdzie i łaskę. Wszyscy, którzy Go znali, zawsze znali Go od tej strony. Nie mniej, Bóg nie będzie pewnych rzeczy tolerował, nie będzie tolerował pychy i arogancji. W pewnym momencie naszego życia będzie oczekiwał od nas efektów. Przypowieść o talentach jest tego najlepszym dowodem. Jeżeli powroty do Boga są trudne, jeżeli szatan działa, skutecznie utwierdzając nas w przekonaniu, że nie powinniśmy w stanie grzechu przyjść do Boga, to jednym słowem trzeba zrobić wszystko, aby od Boga nie odchodzić! Czy się da? No ba...
"Tylko bądź mężny i mocny, przestrzegając wypełniania całego Prawa, które nakazał ci Mojżesz, sługa mój. Nie odstępuj od niego ani w prawo, ani w lewo, aby się okazała twoja roztropność we wszystkich przedsięwzięciach. Niech ta Księga Prawa będzie zawsze na twych ustach: rozważaj ją w dzień i w nocy, abyś ściśle spełniał wszystko, co w niej jest napisane, bo tylko wtedy powiedzie ci się i okaże się twoja roztropność. Czyż ci nie rozkazałem: Bądź mężny i mocny? Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz»" (Joz 1:7-9
Proste. Codziennie Biblia, każda wolna chwila to modlitwa, studium Pisma Świętego, analiza jego treści, karmienie się 'pozytywnymi' filmikami na You Tube, czytanie literatury o tematyce religijnej. To nie są jakieś strasznie trudne rzeczy. Trzeba tylko wytrwałości i charakteru: jak postanowię tak zrobię. Nie chce przekazać też jakiegoś sygnału, że należy tylko i wyłącznie takimi treściami się karmić. Szeroko pojęta rozrywka dla chrześcijanina również może mieć miejsce. Problemy może być tylko taki, że tych treści rozrywkowych będzie więcej niż religijnych. Muszą być zachowane odpowiednie proporcje. Jeżeli jestem świadomy tego, że znając swój charakter, czytając Stiega Larsona i jego trylogię "Miliennium", pochłonie mnie ona bez reszty i na czas lektury Bóg będzie odłożony na bok, to nigdy w życiu nie czytaj tego typu (rozrywkowych) książek. Natomiast, jeżeli Bóg będzie miał niezagrożoną pozycję numer jeden, a rozrywka będzie w 'zdrowym' przedziale naszego osobistego zaangażowania to ok. Dlaczego o tym pisze? Dlatego, że to też jest z doświadczenia. Jest masa rzeczy, którą chciałbym robić, przeczytać, obejrzeć. W moim guście nie są one zagrożeniem dla mojego wewnętrznego ducha (ich treść sama w sobie nie jest destrukcyjna dla mnie), ale one zajmują mój czas i to na tyle skutecznie, że mój Bóg jest w opcji "pause". Kiedy sobie o Nim przypomnę to się pomodlę. I nadal będę liczył na Bożą przychylność i błogosławieństwo.
Z racji funkcji którą pełnię - Biblia nazywa takich ludzi biskupami bądź starszymi - jest kilka fragmentów Pisma, które definiują mnie i moją postawę:
"Nauka ta zasługuje na wiarę. Jeśli ktoś dąży do biskupstwa, pożąda dobrego zadania. Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży? Nie [może być] świeżo ochrzczony, ażeby wbiwszy się w pychę nie wpadł w diabelskie potępienie. Powinien też mieć dobre świadectwo ze strony tych, którzy są z zewnątrz, żeby się nie naraził na wzgardę i sidła diabelskie. Diakonami tak samo winni być ludzie godni, w mowie nieobłudni, nie nadużywający wina, niechciwi brudnego zysku, [lecz] utrzymujący tajemnicę wiary w czystym sumieniu. I oni niech będą najpierw poddawani próbie, i dopiero wtedy niech spełniają posługę, jeśli są bez zarzutu" (1 Tym 3:1-10)
Praktycznie nie spełniam żadnej z tych cech tak jak powinienem. Są przejawy, czasami większe, czasami mniejsze, ale nie tak jak jest napisane. Totalne dno. Duchowa zgnilizna. Chciałem zrezygnować. No może nie w pełni, ale ta decyzja powoli we mnie dojrzewała. Po dzisiejszym młodzieżowym spotkaniu i wypowiedzi jednej osoby, nie chce rezygnować. Chce walczyć. Chce się zmieniać, chce być efektowny. Nie wiem, czy muszę być fanatykiem i tylko jedna rzecz: Biblia, Biblia, Biblia, Biblia, Biblia... Czy może inne rzeczy też będą? Pewnie tak, ale ważne są proporcje. Jak trzeba to poświęcę wszystko - Abraham był gotów oddać swojego syna, to ja jestem gotów oddać każdą 'wolną' chwilę.

Problemem w relacji z Bogiem nie jest TV czy Facebook. Wydaje się, że przyjaciele i praca, też mogą nie wpływać na naszego ducha tak jak to się często ma na myśli. Relaks i zabawa czy mogą być złe same w sobie? W dobrym tonie nie, trzeba tylko pamiętać o tym, o czym miał pamiętać Jozue. CODZIENNIE z Bogiem. Jeśli to zaniedbam, to do nikogo nie będę mógł mieć pretensji tylko do siebie. Bóg daje szanse - możliwość utrzymania z nim społeczności - czy człowiek z tej szansy skorzysta? Nie Bóg o tym decyduje, człowieku...

sobota, 21 stycznia 2012

Szacunek dla Szatana

Nie, nie zmieniam bloga chrześcijańskiego na satanistycznego. Po prostu patrzę na sprawę trzeźwo. Szatan to źródło zła, istota duchowa, więc siłą rzeczy jest potężniejszy niż człowiek. Ewa w Edenie w konfrontacji z nim nie miała szans. Szatan chciał zwieść człowieka, wiedział, że Adam (mężczyzna) został uczyniony jako pierwszy - bezpośrednio przez Boga, dlatego jest silniejszy. Kobieta, została stworzona przez Boga, ale pośrednio - pośredniczyła cząstka (żebro) Adama. Tym samym kobieta jest 'słabsza', a Biblia zawsze stawia mężczyznę jako kogoś wyższego od kobiety. Nie chcę, aby to zaleciało jakąś szowinistyczną propagandą, ale Drogie Panie - taka jest prawda. Szatan o tej wrodzonej słabości Ewy wiedział i chcąc zniszczyć człowieka uderzył bezpośrednio w najczulszy punkt: Ewę i tak ją zmanipulował, że zwątpiła w Bożą obietnice. Efekt? Znany wszystkim.

Szatan nigdy nie działał nachalnie, nigdy nie eksponował swojego zaangażowania. Zawsze próbował człowieka, nie zniszczyć, ale podejść. Chcąc, aby Job odrzucił Boga, zabrał mu wszystko w jednej chwili. Nie dawał mu nic co by mogło go odwieść od Stwórcy, nie oferował więcej (przynajmniej pozornie) od Boga. On mu zabrał wszystko - w jednej chwili - i czekał. I się doczekał, gdyż żona Hioba zwątpiła. Co do Hioba nie udało mu się:
"Rzekła mu żona: «Jeszcze trwasz mocno w swej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj!» Hiob jej odpowiedział: «Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?» W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył swymi ustami" (Hi 2:9-10)
Dziś szatan również działa wyrafinowanie, ale w sposób może jeszcze bardziej cwańszy niż przeszłości. Tak jak dawniej, tak i dziś chce on zniszczyć człowieka, ale jego metody, budzą we mnie szacunek. Szacunek, który napawa mnie strachem. Żeby zniszczyć człowieka, nie używa on siły, nie skupia się na przemocy agresji, wojnach. Wojny to już przeżytek... Dziś głównym orężem szatana jest Twoja/moja/nasza słabość, ukryta na samym dnie naszych serc. Człowiek ma dziś dla lucyfera status VIP'a, ponieważ niszczy on nas podchodząc do każdego z nas indywidualnie. Mnie to przeraża. Zna on moją słabość i w nią precyzyjnie uderza. Nie czai się, nie czyni żadnych podchodów. To jest jeden precyzyjny strzał. Potem kolejny. I następny. Potem nie wiesz kiedy, jesteś na samym dnie. Ks. Andrzej Zwoliński opublikował serię wydawniczą "7 grzechów głównych". W książce "Nieczystość" pisze o pornografii. Zaczęło się niewinnie. Najpierw zdjęcia, potem więcej zdjęć, później filmy i filmiki w darmowych serwisach porno. Później agencje towarzyskie, aż w końcu i to było mało. Gość zaczął gwałcić i mordować. Od czego się zaczęło? Od traumy z dzieciństwa? Nie, od gołych panienek na ekranie komputera. Szatan wiedział, że ten człowiek, ma słabość do erotyzmu, dlatego nie oferował mu pieniędzy, sławy, alkoholu czy władzy. Dał mu seks. I wygrał.

Powyższy przykład zaczerpnięty od ks. Andrzeja Zwolińskiego dotyczy jednej sfery, specyficznej głównie dla mężczyzn. Ale każdy z nas ma swoją słabość, za którą chętnie pójdzie, jeśli da mu się szansę. Uważaj, szatan chętnie Ci szanse da. Trzeba być czujnym i pilnować się, aby w pewnym momencie życie, nie zdecydować źle. Powrót do Boga, nie jest nie możliwy, ale czasami bywa trudny. Budowla, którą budowaliśmy latami, może runąć w jednej chwili, tylko dlatego, że przez chwilę 'zapomnieliśmy się'.

Tak. Szanuję szatana. Nie jest szacunek w tym pozytywnym znaczeniu, który mógłby wywołać wśród Was słuszne oburzenie. Jest to szacunek typu respektu, nie bagatelizowania go i jego działań, gdyż jestem przekonany, że w konfrontacji ja-szatan przegram. Im większy mam przed nim respekt, tym bliżej chce być Boga, bo tylko  z Bogiem będąc jestem nie do ruszenia. Nawet dla szatana.

czwartek, 19 stycznia 2012

Czas Łaski

Jest teraz ten czas. Jest czas, kiedy to co chore może być leczone. Jest czas kiedy możemy próbować i starać się efektownie zmieniać swoje życie przynosząc do Boga owoce z naszego życia. Dziś prośba o wybaczenie ma większy wymiar. Kaznodzieja Salomon uczy, że na wszystko jest pod słońcem czas. Jeżeli jest czas łaski, to znaczy że nadejdzie czas nie łaski. Ten czas, to weryfikacja tego, jak żyjemy dzisiaj i jak postępujemy teraz. Dziś mamy szanse na to, aby postępować właściwie, aby próbować podążać za Jezusem. Po to został on posłany:
"Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy" (Iz 42:1-4)
Ludzie załamani, słabi, mają swoją szanse dążenia do sprawiedliwości. Oczy Boże patrzą na ludzi i oczekują kiedy człowiek zawoła 'Abba Ojcze', a kiedy znajdą, to Boże błogosławieństwo dotyka taką osobę. Jest możliwość, że kiedyś tej łaski nie będzie? Naturalnie.
"(...) W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia" (2 Kor. 6:2)
Proroctwo z Izajasza mówi wprost, że trzcina nie będzie do łamana, ani nawet najsłabszy przejaw ognia nie będzie zagaszony - do czasu.

Czas, kiedy Chrystus obejmie tron i objawi światu sprawiedliwość jest stosunkowo blisko. A jeśli masz ku temu wątpliwość to w porządku. Mimo to, świadomy bądź tego, że obecny czas łaski jest ograniczony. Uświadommy sobie znaczenie ograniczenia obecnego czasu łaski i konsekwencji z tego płynących.

wtorek, 17 stycznia 2012

Chrześcijaństwo Kwantowe

Kwantnajmniejsza porcja, jaką może mieć lub o jaką może zmienić się dana wielkość fizyczna w pojedynczym zdarzeniu; np. kwant energii, kwant momentu pędu, kwant strumienia magnetycznego, kwant czasu. (Wikipedia.pl)
Stary Testament mimo, że miał wiele przykazań, przepisów, praw, ceremonii, ofiar był w zasadzie prosty. Był Bóg, był człowiek i to co stało między nimi - Prawo. Prawo, które regulowało wszystko, dosłownie wszystko, a jeśli wynikła jakaś niejasność, to szło się do proroka/kapłana i pytało się bezpośrednio Boga, Ten odpowiadał a człowiek albo grzecznie wykonywał wolę Bożą, albo nie. Nie było miejsca na jakieś domysły, analizę, zastanawianie się czy interpretację. Wszystko jasne i klarowne. Izraelici mieli skodyfikowaną praktycznie każdą sferę życia. Dziś Prawo Boże, które zawarte jest w Nowym Testamencie różni się od tego w Starym. Przede wszystkim część przepisów odpadła, po drugie, Nowy Testament nie reguluje wszystkich sfer życia (szczególnie tyczy się to naszych czasów), pozostawiając tym samym bardzo szerokie pole do interpretacji. Biblia Nowego Testamentu nie mówi nic o narkotykach, papierosach, aborcji, antykoncepcji, pornografii, działalności politycznej, militarnej, nie mówi jaki zawód jest a jaki nie jest dla chrześcijanina. Wiele rzeczy trzeba zinterpretować. Jest dużo wersetów, które w sposób nie jednoznaczny odpowiadają na wiele pytań.
"Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe" (Rz 12:2)
Ten werset mówi o wielu rzeczach: o dyskotekach, o ubiorze, muzyce, papierosach, libacjach, imprezach... Naprawdę dotyka to dużej ilości sfer, ale nie mówi wprost (bezpośrednio). Jest bardzo duże pole do interpretacji, a jak człowiek interpretuje, to kombinuje, aby było mu możliwie jak najlżej. Dzisiaj to my mamy się nauczyć rozpoznawać Bożą wolę. Dla przykładu...

Czy łapówka jest grzechem czy też nie jest? Biblia - jako ST i NT - definiuje sprawę:
"Nie będziesz przyjmował podarków, ponieważ podarki zaślepiają dobrze widzących i są zgubą spraw słusznych" (Wj 23:8)
"Nie będziesz naginał prawa, nie będziesz stronniczy i podarku nie przyjmiesz, gdyż podarek zaślepia oczy mędrców i w złą stronę kieruje słowa sprawiedliwych. Dąż wyłącznie do sprawiedliwości, byś żył i posiadł ziemię, którą ci daje Pan, Bóg twój" (Pwt 16:19-20)
Tak. Tylko, że to Stary Testament. Jeśli nie ma nic o tym w Nowym, to chyba nic się nie zmieniło. Czyżby? Hipotetycznie: mam żonę, ciężko chorą, jesteśmy u lekarza, który mówi, że jest lek, skuteczny, duże pradopodobieństwo wyleczenia, ale niestety żona moja się nie kwalifikuje, bo takie a takie procedury NFZ'tu są. Chyba, że on ją specjalnie jakoś określi, jako 'wyjątkowy przypadek'. Lekarz tym samym sugeruje mi, że ten 'wyjątkowy przypadek' jest równoważny z białą kopertą, w której są takie zielone i złote papierki... I co? Łapówka czy życie żony? Nie dam łapówki = żona umrze. Dam łapówkę = zgrzesze. Jakie jest 'słuszne rozwiązanie'? Mógłbym śmiało powiedzieć, że lepiej, aby moja hipotetyczna żona umarła, gdyż nie będę miał grzechu, ale wszyscy doskonale wiemy, że tak nie jest. Naturalnie, że bym dał w łape! A nawet - jeśli bym nie miał, to bym się zadłużył! OK, to jest kwestia żony, a co gdyby to było moje dziecko? Odpowiedź jest chyba oczywista...

Właśnie, łapówka jest zła, ale w niektórych przypadkach jest dobra, bo żyjemy w takich czasach. Tak też rozmawia się o wszystkim: o podatkach i 'kreatywnej księgowości', o wyłudzaniu wolnego naciągając ZUS, o obniżaniu jakości oferowanego produktu, itp., ect., itd. Nie chciałbym skupiać Twojej uwagi na tym jednym przykładzie, baź na wąskiej grupie przykładów i biorąc pod uwagę współczesną służbę zdrowia tworzyć jakieś teologiczne dogmaty. Chce tylko wskazać schemat myślenia, a czasami wręcz usprawiedliwiania się. Inny przykład...
"A nie upijajcie się winem, bo to jest [przyczyną] rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem" (Ef 5:18)
 Pić alkohol, a upijać się to dwie różne sprawy - myślę że tutaj dyskusji nie ma. Wiadomo, chrześcijanin nie musi być abstynetem. Ale czy picie alkoholu wśród grzeszników jest właściwe? Tym bardziej, że wmawiamy sobie, iż będziemy pić z głową, a efekty są takie, iż tą głowę w pewnym momencie tracimy. Więc pić, ale gdzie? W domu, barze, ze znajomymi, samemu, w gronie rodzinnym? Nie mówi o tym Biblia. Sam musisz zdecydować.

Łapówka? Zależy od okoliczności: jeden przypadek wszyscy godnie potępimy, nad drugim będziemy się zastanawiać. Czy powinniśmy faktycznie tyle myśleć? Czy Biblia w swojej treści jest aż tak skomplikowana? Dla Boga wszystko jest proste: albo czarne albo białe; odcienie szarości to już sfera jaką my wprowadzamy do chrześcijaństwa. Dlatego, bardzo ważnym jest to, abyśmy wiedząc, iż jesteśmy pod Prawem Nowego Testamentu, nie zapominali o tym, że Słowo Boże to także i Stary Testament. Tam też jest określony Boży charakter, Jego wola. Z tego też można wyczytać odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

Zgoda, nie jest powiedziane wprost: Nie będziesz wchodził na internetowe strony pornograficzne, ale przykazanie "Nie cudzołóż" ze ST, połączone nauką Jezusa iż nawet w myśli można z kobietą złamać te przykazanie (a tym samym nie koniecznie fizycznie), sugeruje nam, że oglądanie tego typu treści, jest cudzołóstwem. Mimo, że o samym 'oglądaniu' mowy nie ma w Biblii. Idąc tym tropem, jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na każde pytanie dotyczące naszego chrześcijańskiego życia. Naprawdę, na K A Ż D E.

Tylko, że na końcu, jest osobista decyzja: albo po Bożemu, albo po mojemu. Wchodzi tutaj już osławione nasze sumienie. To w nim osądzamy sprawę, to one nam podpowiada co mamy uczynić. Nie mniej sumienie może być tylko pozornie chrześcijańskie (tak jak i całe nasze życie przecież...).

W niejednym kościele, niedzielne nabożeństwa zaczynają przypominać show: światła, tańce, full głośna muzyka, transparenty... Jednym słowem typowy rockowy koncert, tylko że słowa gospel'owe (muzyka juz nie bardzo). Nie moja rzecz, ja nie potępiam tych ludzi, nie mniej w takiej społeczności miejsca dla siebie bym nie znalazł. Sumienie by mi nie pozwoliło, bo dla mnie takie zachowanie to bycie w świecie, pod płaszczykiem chrześcijaństwa. Jeśli innym pasuje, ok. Nie mi. I tu jest ten rozdźwięk: dochodzimy do pewnego punktu, gdzie się rozchodzimy, ponieważ każdy z nas ma swój pogląd, i swoje sumienie. Zgadzamy się, że dobrze jest Boga chwalić muzyką, wszelkimi instrumentami. Dlaczegoż to niby mielibyśmy chwalić Go cicho i skormnie? Przecież to nasz Bóg, więc chwalny Go ile fabryka dała watów w kolumnach! Nie mniej, jest już tylko jeden krok, by z niedzielnego uwielbienia Boga, zrobić dyskotekę. Wielu ten krok uczyniło, czy to w sferze zebrania niedzielnego, cudzołóstwa, alkoholu...

Sumienie. To o nie powinniśmy dbać. To właśnie o nie powinniśmy się modlić, aby Bóg je dobrze kształtował. To ono - jeśli je zaniedbamy - skutecznie odciągnie nas od Boga. Rozdrabniając wszystko na czynniki pierwsze i podchodząc bardzo detalicznie do róznych spraw, prędzej czy później wpadniemy w pułapkę, mimo, że sumienie nie będzie nas gryzło.
"Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią" (1 Kr 4:4)
 To, że śpimy spokojnie, wcale nie oznacza, że na Sądzie też nasze akte osobowe przejdą tak 'spokojnie'.

niedziela, 15 stycznia 2012

Święta, Święta i po Świętach

I już po wszystkim. Wszystko się uspokoiło. Nie ma już świąt, Nowy Rok też już za nami, czysta rutyna i monotonnia dnia codziennego. Spójrzmy na ten czas teraz na zimno.

Święta "Bożego Narodzenia" kojarzą się nam głównie z problemami. Trzeba posprzątać, kupić prezenty, kupić jedzenie, ugotować, upiec, wysłać kartki, zadzwonić, przyjąć gości, samemu być goszczonym... Tak, tylko, że to to wszystko 'trzeba'. Ale czy my to 'chcemy'? Po co sprzątamy na święta? Dlatego, aby to nam było przyjemnie siedzieć w czystym i odświeżonym domu czy dlatego, że tak wypada, aby w tym okresie założyć nowe firnaki? Po co tyle gotujemy? Dlatego, że w okresie zimy więcej jemy, czy dlatego, że tak trzeba? Robimy wszystko co trzeba robić, tylko że to wszystko dotyka materii cielesnej, a duch? Przecież święta to - chyba - przede wszystkim materia duchowa, czy aby na pewno odpowiednio ją spełniamy stojąć w kilometrowej kolejne w hipermarkecie?

Nie mówię, że ugotowane i posprzątane jest nie właściwe. Skąd?!?! Kwestia tylko, czy to, co czynimy, nie przysłania nam ideii świąt. Osobiście wydaje się, że tak. Święta to okres rodzinny, zjeżdżamy się z różnych krańców kraju i świata i wspólnie zasiadamy do stołu. I jemy. I jemy, i pijemy, i znowu jemy. Potem spotkanie się kończy i wracamy do swych domów, w nadziei, że spotkamy się znów przy innej okazji świątecznej. Czasami jeszcze zaśpiewa się kolędy. Po co? Czego one są wyrazem? czy to tradycja - robimy tak, bo tak trzeba? - czy też ma wymiar duchowy, mamy pragnienie aby oddać tym Bogu chwałę. Zostawmy kwestię politycznej poprawności, spójrzmy na realia...

Świętowanie - nie ważne jakie - ma zawsze wymiar religijny. Dziś troszkę to się zmieniło, ale z reguły w przeszłości było ciut inaczej. Bóg ustanawiając różne święta - w Starym Testamencie - nie miał na myśli tego, aby człowiek miał co robić i nie umarł z nudów. Bóg, podzielił czas na cykle: dzień, tydzień, miesiąc, rok... Co jakiś czas, uznał za wskazane, aby człowiek oderwał się od codzienności i skupił się w zupełności na Nim. Dlatego ustanowił Szabbat, aby jeden dzień w tygodniu, człowiek myślał tylko i wyłącznie o Bogu. Taka idea przyświecała Szabbatowi, Świętom Namiotów, Trąb i innym. Bóg podał jakby definicję prawidłowego świętowania:
"W tym dniu będziesz opowiadał synowi swemu: Dzieje się tak ze względu na to, co uczynił Pan dla mnie w czasie wyjścia z Egiptu. Będzie to dla ciebie znakiem na ręce i przypomnieniem między oczami, aby prawo Pana było w ustach twoich, gdyż ręką potężną wywiódł cię Pan z Egiptu. I będziesz zachowywał to postanowienie w oznaczonym czasie rok w rok" (Wj 13:8-10)
 Trzy elementy:
  • opowiadanie o wydarzeniu
  • przypomnienia wydarzeń z przeszłości
  • coroczna celebracja
Nie przeczę, Izraelici zawsze w jakiś sposób szykowali się do świąt. Zawsze było to związane w jakimś stopniu z materią cielesną: posprzątanie, ugotowanie. To normalne. Ale nie zmienia to faktu, że najważniejsze były sprawy duchowe, nie cielesne. Bóg zwraca uwagę przede wszystkim na akcenty duchowe i to na nich każe się nam skupiać. Dziś jest zdecydowanie odwrotnie. Dziś świątynią jest galeria handlowa, a ołtarzem wystawa sklepowa. Czy rzeczywiście, tak powinniśmy postępować? Czy faktynie, wierni Pańscy powinni tak czcić Boga? BTW, czy my aby na pewno mówimy tu o czczeniu Boga?

Czas wrócić do Boga z dalekiego pustkowia. To nic, że wokoło nam nic nie brakuje. Mamy domy, samochody, pełną lodówkę, wyposionego iPhona 4, lansowe ciuchy, siedzimy w pracy po 10 godzin, dostajemy awanse, gonimy po więcej. I po co? Co nam z tego przyjdzie na stare lata?
"Znienawidziłem też wszelki swój dorobek, jaki nabyłem z trudem pod słońcem, a który zostawię człowiekowi, co przyjdzie po mnie. A któż to wie, czy mądry on będzie, czy głupi? A władać on będzie całym mym dorobkiem, w który włożyłem trud swój i mądrość swoją pod słońcem. I to jest marność. Zacząłem więc ulegać zwątpieniu z powodu wszystkich trudów, jakie podjąłem pod słońcem" (Koh 2:18-20)
Ciągłe tyranie nie ma sensu, to tylko pielęgnowanie dzisiejszego otaczającego nas świata, która i tak pójdzie w ogień.
"Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy [z niego] wynieść" (1 Tm 6:7)
Jest sens tak rypać, aby ludziom się podobać? Może w święta mniej potraw, mniej wykwintnych potraw, a zamiast tego rozmowa o tym co tak naprawdę wydarzyło się te 2000 lat temu. Po co Jezus umarł, jakie to niesie za sobą konsekwencję, i dlaczego to niby ma nas dotykać? Wiem, brzmi to troszkę ideologicznie, jak z jakiejś Utopii, ale taka jest idea świąt, aby szukać w nich Boga, nie człowieka.

piątek, 13 stycznia 2012

(Nie)Błogosławione Dzieło Rąk

W pewnym momencie życia Saul usłyszał słowo prorocze tak brzmiące:

"Gdy ci się spełnią te znaki, uczyń, co zdoła twa ręka, gdyż Bóg będzie z tobą" (1 Samuela 10:7)
Jest to fascynujące dla człowieka, kiedy Wszechogarniający Bóg, najpotężniejsza Istota żyjąca we Wszechświecie, nie mająca sobie równego, mówi do marnego człowieczka, rób co chcesz Ja jestem z Tobą.
"Jeśli się udasz na wojnę przeciw twemu wrogowi, a zauważysz, że koni, rydwanów i ludzi tam jest więcej niż u ciebie, nie lękaj się ich, gdyż z tobą jest Pan, Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej" (Pwt. 20:1)
Problem w tym jest jedynie taki, że Saul nie zawsze mógł liczyć na Bożą pomoc. Powód? Saul nie dochował wierności Bogu. Werset mówiący o Bożym błogosławieństwie, to była nagroda, za dotychczasowe życie. To, jakim Saul był człowiekiem spowodowało jego wybranie przez Boga na króla Izraela. Czego się nie dotknął – udało mu się, bo Bóg był z nim. Kiedy wpadł w pychę, Bóg go opuścił i ten błogosławiony stan został mu odebrany.

Mamy zbawienie? OK. Nie jest powiedziane, że mamy zbawienie na 100% (w przyszłości).
"Przyjdę niebawem: Trzymaj, co masz, by nikt twego wieńca nie zabrał!" (Ap. 3:11)
Wszystko co mamy jest darem. Na nic nie zasługujemy i wybijmy sobie z głowy stwierdzenia że "już jesteśmy zbawieni". Znam takie przypadki chrześcijan, którzy śpiewają, że już są w tym 'nowym Jeruzalem'. Już są zbawieni? OK, Chrystus za nas umarł, dając nam ten stan, ale wcale a wcale to nie oznacza, że możemy to stracić. Apostoł Paweł powiedział, że:
"Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: 9 nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił" (Ef. 2:8-9)
ale wątpliwe, by te słowa oznaczany czas dokonany, wtedy kłóciło by się z to Ap 3:11. Więc? Przykra sprawa, ale współczesne chrześcijaństwo jest coraz to bardziej laickie. Ważne żeby być w kościele, chodzić na niedzielne zebrania, od czasu do czasu sypnąć groszem, może ze dwa dobre uczynki, i wsio. Słowo 'łaska' działa na wyobraźnię. Jak coś jest darem, to w jakim celu mam o niego zabiegać? Słuszna koncepcja. Tylko czy aby na pewno Paweł miał to na myśli? Czy faktycznie Ewangelia tak naucza?

Ciężko to stwierdzić jednoznacznie, ale istnieje pewne prawdopodobieństwo, że Saul myślał podobnymi kategoriami. Jestem Pomazańcem Pana, z łaski mam koronę, złożenie ofiary pewnie mi ujdzie na sucho, skoro tyle mam, to Bóg jest ze mną. Prawda! Bóg jest z tymi, którym dał łaskę, ale jednocześnie od nich oczekuję więcej:
"Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa" (1 Pt 1:7)

czwartek, 5 stycznia 2012

Hiob Rzekł

"Wreszcie Hiob otworzył usta i przeklinał swój dzień. Hiob zabrał głos i tak mówił: «Niech przepadnie dzień mego urodzenia i noc, gdy powiedziano: "Poczęty mężczyzna". Niech dzień ten zamieni się w ciemność, niech nie dba o niego Bóg w górze. Niechaj nie świeci mu światło, niechaj pochłoną go mrok i ciemności. Niechaj się chmurą zasępi, niech targnie się nań nawałnica. Niech noc tę praciemność ogarnie i niech ją z dni roku wymażą, niech do miesięcy nie wchodzi! O, niech ta noc bezpłodną się stanie i niechaj nie zazna wesela! Niech ją przeklną złorzeczący dniowi, którzy są zdolni obudzić Lewiatana. Niech zgasną jej gwiazdy wieczorne, by próżno czekała jutrzenki, źrenic nowego dnia nie ujrzała: bo nie zamknęła mi drzwi życia, by zasłonić przede mną mękę. Dlaczego nie umarłem po wyjściu z łona, nie wyszedłem z wnętrzności, by skonać? Po cóż mnie przyjęły kolana a piersi podały mi pokarm? Nie żyłbym jak płód poroniony, jak dziecię, co światła nie znało. Teraz bym spał, wypoczywał, odetchnąłbym w śnie pogrążony z królami, ziemskimi władcami, co sobie stawiali grobowce, wśród wodzów w złoto zasobnych, których domy pełne są srebra. Tam niegodziwcy nie krzyczą, spokojni, zużyli już siły. Tam wszyscy więźniowie bez lęku, nie słyszą już głosu strażnika; tam razem i mały, i wielki, tam sługa jest wolny od pana. Po co się daje życie strapionym, istnienie złamanym na duchu, co śmierci czekają na próżno, szukają jej bardziej niż skarbu w roli; cieszą się, skaczą z radości, weselą się, że doszli do grobu. Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka. Płacz stał mi się pożywieniem, jęki moje płyną jak woda, bo spotkało mnie, czegom się lękał, bałem się, a jednak to przyszło.  Nie znam spokoju ni ciszy, nim spocznę, już wrzawa przychodzi»." (Hiob 3)

Strapienie strapieniu nie równe, ale wzajemne zrozumienie pełniejsze...