Google Website Translator Gadget

poniedziałek, 5 września 2011

Asaf i Nadzieja Bezbożnych

O Asafie wiemy z Biblii nie wiele. Nie ma swojej historii, ma tylko swoje teksty w Księdze Psalmów. Asaf był śpiewakiem świątynnym z rodu Lewitów:
"Wszyscy lewici śpiewający: Asaf, Heman, Jedutun, ich synowie i bracia, ubrani w bisior, stali na wschód od ołtarza [grając] na cymbałach, harfach i cytrach, a z nimi stu dwudziestu kapłanów, grających na trąbach" (2 Krn 5:12)
Moją uwagę przykuł jeden z psalmów Asafa, Psalm 73. Nie chcę analizować go całego (werset po wersie), ale warto zastanowić się przekazem tych rozważań. Otóż Asaf dochodzi do pewnego wniosku, mianowicie, że bezbożni są ludźmi szczęśliwymi, że dobrze im się powodzi. Niejednokrotnie prowadzi to do zazdrości tych, którzy są wiernymi Bożymi, którzy takiego szczęścia nie mają:
"Zazdrościłem bowiem niegodziwym widząc pomyślność grzeszników. Bo dla nich nie ma żadnych cierpień, ich ciało jest zdrowe, tłuste. Nie doznają ludzkich utrapień ani z innymi ludźmi nie cierpią. Toteż ich naszyjnikiem jest pycha, a przemoc szatą, co ich odziewa" (Ps 73:3-6)
Do podobnych wniosków można dojść w innych fragmentach Pisma Świętego. Chyba jednym z najbardziej znanych, jest wywód Joba, który też z wielkim żalem boleje nad swym losem, mimo że uważa się za bogobojnego:
"Czemuż to żyją grzesznicy? Wiekowi są i potężni. Trwałe jest u nich potomstwo i dano oglądać im wnuki. Ich domy są bezpieczne, bez strachu, gdyż nie sięga ich Boża rózga. Ich buhaj jest zawsze płodny, krowa im rodzi, nie roni. Swych chłopców puszczają jak owce: niech dzieci biegają radośnie, chwytają za miecz i harfę i tańczą do wtóru piszczałki. Pędzą swe dni w dobrobycie, w spokoju zstępują do Szeolu" (Joba 21:7-13)
Przekaz jest bardzo wymowny: bezbożni są szczęśliwsi niż bogobojni. Powodzi im się lepiej, nie mają tylu trosk ani problemów. Wiodą życie w szczęściu i dostatku. Faktycznie tak jest. Nie mniej, zanim Asaf (podobnie jak Job) zauważa tą zależność, poprzedza swoje spostrzeżenia tak:
"A moje stopy nieomal się nie potknęły, omal się nie zachwiały moje kroki. Zazdrościłem bowiem niegodziwym widząc pomyślność grzeszników" (Ps 73:2-3)
Patrząc na tą sprawę i analizując ją staniemy w końcu na rozdrożu, gdzie będziemy musieli odpowiedzieć sobie na pytanie: iść z Bogiem czy też nie iść z Nim? Asaf postawił sobie pytanie to, ale nie patrzył na tą sprawę w tak płytki sposób: być bogatym czy biednym, mieć przyjaciół czy też nie. To wszystko są ważne rzeczy z punktu widzenia czysto ludzkiego, ale Asaf spojrzał na sprawę głębiej, szuka odpowiedzi w istocie problemu i nie patrzył tylko na to doczesne życie, ale brał pod uwagę także konsekwencje tej postawy w przyszłości, tj. po śmierci.
"Rozmyślałem zatem, aby to zrozumieć, lecz to wydało mi się uciążliwe, póki nie wniknąłem w święte sprawy Boże, nie przyjrzałem się końcowi tamtych" (Ps 73:16-17)
Cała potęga bezbożnych, cała potęga ludzi, których nie obchodzi Bóg, tych którzy skupiają się na sobie, swoim 'ja', swoich planach, karierze, popularności, osiągnięciach społecznych czy materialnych, cały ten fundament jest piękny i wspaniały i na pewno każdego by zadowolił, ale ma on jedną zasadnicza wadę: jego sens kończy się z chwilą śmierci. Otaczająca nas rzeczywistość ma dwa wymiary, duchowy i cielesny. Ludzie wierzący całą swoją nadzieję, pokładają w wymiarze duchowym, licząc, że dopiero tam spotka ich zasłużona nagroda, wszelkie przywileje świata doczesnego, są dla każdego miłe - nie czarujmy się - ale nie stanowią swoistej nadziei dla wierzących.
"Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne" (Ga 6:8)
Jeśli odwracamy się od Boga i żyjemy na wzór ludzi bezbożnych, czyli kierujemy się priorytetami ludzi sukcesu (tych nie moralnych oczywiście), jestem przekonany, że ten sukces uda się osiągnąć i cele przez nas postawione z pewnością zostaną osiągnięte. Tylko co potem? Jeśli uważamy się za ludzi wierzących, to z pewnością zdajemy sobie sprawę z tego, że po śmierci "coś" jest, a tym "czymś" jest sąd. I co? Żaden samochód, dom, bogate osiągnięcia w CV, popularność u ludzi nie jest jakimkolwiek argumentem na sądzie Bożym. Chociaż nie, jest argumentem, ale za tym, aby udowodnić, że szukaliśmy tego co na ziemi, a nie tego co w niebie. Popularność to fajna rzecz, ale żeby ją osiągnąć trzeba być modnym, a wartości chrześcijańskie modne nie są: wstrzemięźliwość seksualna do ślubu, która celebrytka bądź celebryta mówi o takich rzeczach? Przecież wszystkie gazety by takie osoby obsmarowały i "bye bye" chwało i sławo. Bóg wskazuje na coś innego. I nie powinniśmy spodziewać się nagrody za nasze postępowanie i przestrzeganie odpowiednich zasad i norm w tym doczesnym życiu. Nasza nagroda nie jest w życiu tym, lecz przyszłym i tam powinniśmy dążyć naszymi myślami.

Kiedy Asaf patrzył na bezbożnych i ich sukces, a później zrozumiał, że ich nadzieja jest praktycznie nicością tak powiedział o sobie samym:
"Gdy się trapiło moje serce, a w nerkach odczuwałem ból dotkliwy, byłem nierozumny i nie pojmowałem: byłem przed Tobą jak juczne zwierzę" (Ps 73:21-22)
Często bywa tak, że doczesność przysłoni nam wieczność. To normalne, gdyż będąc cielesnymi ludźmi, grzesznikami, myślimy cieleśnie, i czasami możemy zbłądzić. Jest to standard, jednakże w żadnym wypadku nie powinniśmy na to przyzwalać. Powinniśmy się wystrzegać zbłądzenia. Bogactwo nie jest złe, ale jeśli jest sensem życia, to jest wtedy naszym wrogiem numer 1. Nie zazdrośćmy  innym ich sukcesów cielesnych. Zazdrośćmy innym ich sukcesy duchowe i te naśladujmy!

Jezus stojąc przed Piłatem powiedział, że Jego królestwo nie jest z tego świata. Tym samym dał wyraz temu, że mimo iż umrze za chwilę, ma nadzieję w innym świecie (duchowym). Jego naśladowcy mają tak samo, mają nadzieję, nie w tym wieku, ale w wieku przyszłym. Czy warto zatem naśladować tych, których grunt jest śliski?
"Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować" (Flp 3:20-21)

niedziela, 4 września 2011

"Open Doors": Indeks Prześladowań Chrześcijan 2011

Jakiś czas temu pisałem o prześladowaniach i byłem wtedy przerażony. Teraz jestem zrozpaczony! Żyję sobie w spokojnym kraju i mówiąc szczerze nie doceniam tego. Znalazłem w Internecie międzynarodową organizację zajmującą się prześladowaniami w sferze ogólnoświatowej "Open Doors", która w świetny sposób ilustruje obecną sytuację światową.

  

Zachęcam do obejrzenia ich strony internetowej http://www.opendoors.pl/
"Pamiętajcie o uwięzionych, jakbyście byli sami uwięzieni, i o tych, co cierpią, bo i sami jesteście w ciele" (Hbr 13:3)

sobota, 3 września 2011

Lewitujący Hindus na Rynku w Krakowie

Chyba każdy już widział Lewitującego Hindusa w Krakowie, dla tych, którym temat jest obcy (w co nie wierze), poniżej prezentacja "magii" :)


Wygląda to naprawdę świetnie, ja osobiście oniemiałem jak to zauważyłem pierwszy raz. Efekt jest powalający. Liczne spekulacje w Internecie odpowiadają jak to jest zrobione, a że wszystkie mówią o tym samym, to spekulacjami one już raczej nie są. Z odpowiedzią przychodzi nam BBC:


Ot i magia prysła :-D OK, śmiech, śmiechem, ale widząc tą sztuczkę nasunęła mi się pewna myśl. Iluż to ludzi jest dziś, a w przeszłości to ze zdwojoną siłą było zwodzonych przez horoskopy, wróżki, astrologów i inne medium? Hindus w Krakowie to żart, ale zrozpaczeni ludzie, którzy nie wiedzą co mają w życiu począć i idą do wróżki, która ewidentnie naciąga tylko na kasę, już żartem nie jest. Ci ludzie (bardzo często wierzący) zamiast iść do Chrystusa idą do człowieka. Ten kto widzi nadzieję w człowieku naraża się na przekleństwo:
"To mówi Pan: Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną" (Jr 17:5-6)
Zjawiska paranormalne (pomijając naszego krakowskiego hindusa ;p) zawsze były, są i będą. Powiedzmy sobie szczerze, że szatan moc ma, i czynić rzeczy dziwne może. Pewnych zjawisk nie da się wyjaśnić, nie mniej można nim ulegać. Niektórzy, zrozpaczeni ludzie to robią, bardzo często pod wpływem (ciemnego) impulsu. Biblijnym przykładem jest tutaj Król Saul (2 Samuela 28), który zamiast do Boga, poszedł do wróżki w miejscowości En-Dor, aby tam poradzić się zmarłego już jakiś czas temu proroka Samuela. Oczywiście żadnej rozmowy nie było z Samuelem w rzeczywistości, ale Saul co chciał to usłyszał. Dziś jest podobnie, idziemy i płacimy, a skoro "klient nasz pan" to słyszymy to co chcemy.

Ludzie, którzy zajmują się tego typu działalnością i dają innym fałszywą nadzieję narażają się Bogu. Konsekwentnie ci, którzy do takich osób chodzą również:
"Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza" (Pwt 18:10-12)
"Jeżeli jaki mężczyzna albo jaka kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, będą ukarani śmiercią. Kamieniami zabijecie ich. Sami ściągnęli śmierć na siebie" (Kpł 20:27)
"Także przeciwko każdemu, kto się zwróci do wywołujących duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać z nimi nierząd, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu" (Kpł 20:6)
To wszystko, to nie jest jakaś moja nagonka, to konsekwencja czytania Biblii. To prawda, że mówię o poważnych rzeczach, ale są też i te "błache": pechawa '13', czarny kot, klucze na stole, rozsypana sól. Nie jest to przyrównane do wywoływania duchów, ale jest to także obrazą Boga. Dziwne? Wcale nie. Każdy przesąd ma swoją historię, swoje źródło. Takie przesądy mają swoje źródło w religiach pogańskich, bądź wywodzą się z pogańskich praktyk. Dla przykładu: czy podaje się rękę przez próg? Nie! A dlaczego?
"Tymczasem Filistyni zabrawszy Arkę Bożą zanieśli ją z Eben-Haezer do Aszdodu. Wzięli następnie Filistyni Arkę Bożą i wnieśli do świątyni Dagona i ustawili przed Dagonem. Gdy wczesnym rankiem mieszkańcy Aszdodu wstali oto Dagon leżał twarzą do ziemi przed Arką Pańską. Podniósłszy Dagona znów ustawili go na jego miejscu. Ale gdy następnego dnia wstali wczesnym rankiem, zauważyli, że Dagon znów leży twarzą do ziemi przed Arką Pańską, a głowa Dagona i dwie dłonie rąk są odcięte na progu, na swoim miejscu pozostał jedynie tułów Dagona. Dlatego właśnie kapłani Dagona i wszyscy wstępujący do domu Dagona nie depczą progu Dagona w Aszdodzie do dnia dzisiejszego" (1 Sm 5:1-5)
Tak, oczywiście - żadnego związku nie ma...

Jako chrześcijanie musimy z całą stanowczością odrzucić wszelkie pogańskie praktyki, gdyż dla tego typu uczynków w Królestwie Bożym miejsca nie ma...
"Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą" (Ga 5:19-21)

piątek, 2 września 2011

Ezechiasz (Hiskiasz)

Coś mnie tak wzięło na te 'wzory' czerpane z Biblii. Biblia jest drogowskazem, który ma człowieka zaprowadzić do Boga i robi to na różne sposoby. Jednym z tych dróg jest analiza czyjegoś życia i jego postępowania. Ciekawy przykładem jest Ezechiasz - król Izraelski. Analiza tej postaci jest o tyle ciekawa, że Ezechiasz został tak oceniony przez Biblię:
"W Panu, Bogu Izraela, pokładał nadzieję. I po nim nie było podobnego do niego między wszystkim królami Judy, jak i między tymi, co żyli przed nim. Przylgnął do Pana - nie zerwał z Nim i przestrzegał Jego przykazań, które Pan zlecił Mojżeszowi" (2 Krl 18:5-6)
Jego ojciec - Achaz - został podsumowany następująco:
"W chwili objęcia rządów Achaz miał dwadzieścia lat, a szesnaście lat panował w Jerozolimie. Nie czynił on tego, co jest słuszne w oczach Pana, Boga jego, tak jak jego praojciec, Dawid, lecz kroczył drogą królów izraelskich. A nawet syna swego przeprowadził przez ogień - na modłę ohydnych grzechów pogan, których Pan wypędził przed Izraelitami. Składał ofiary krwawe i kadzielne na wyżynach i pagórkach, i pod każdym drzewem zielonym" (2 Krl 16:2-4)
Fascynujące w tym wszystkim jest to, że Ezechiasz (w innych tłumaczeniach Biblii nazywany Hiskiaszem) wychowywał się w domu grzesznym, gdzie Bóg nie był należycie czczony. Achaz, był poganinem, który czynił praktycznie wszystko to, co Bogu się nie podobało. Hiskiasz wychowywał się wśród tego środowiska, wśród pogańskich kapłanów, gdzie można przypuszczać Bóg był może nawet i wyśmiewany. Nie mniej, kiedy objął władze królewską po swoim ojcu w wieku 25 lat (czyli miał wtedy tyle lat ile ja teraz), jego rządy były jak najbardziej oddane Bogu i tylko według Jego woli postępował. Nie dał się zbałamucić, widział to co czyni jego ojciec i patrzył na to, bo musiał, ale się z tym nie zgadzał. Efekt? Kiedy tylko objął władze, przywrócił należytą cześć Bogu w Jeruzalem.

Hiskiasz jest odbiciem tych osób, które chcą należeć do Boga i chcą Jemu służyć, ale wychowują się w domu, gdzie te wartości - mówiąc delikatnie - nie są na odpowiednim poziomie celebrowane. Sytuacja, kiedy dziecko w przeciwieństwie do rodziców, jest czcicielem Boga jest konfliktowa niemalże w 100%. Proroczo ma to swoje poparcie, więc młody człowieku, nie wpadał w panikę, czy inną złość, ale czytaj Słowo Boże z rozwagą! Zapowiedź wszelakich rodzinnych konfliktów w Biblii ma swoje miejsce:
"Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien" (Mt 10:34-37)
Prześladowania ze względu na Krzyż Chrystusowy to rzecz, któa jest nierozerwalna z chrześcijaństwem. Nie ważne czy to najbliższa rodzina czy osoba całkiem daleka i obca. Prześladowanie jest prześladowaniem, które należy znosić:
"I wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania" (2 Tm 3:12)
Tak więc konflikt (rodzinny) na tle religijnym jest rzeczą nad którą (szczególnie) młodzi chrześcijanie nie powinni się specjalnie dziwić. Nie sensu załamywać sobie ręce, dołować się czy zastanawiać. Trzeba działać. Pierwszym krokiem jest modlitwa do Boga o siłę i wytrwałość. O to, aby w tych ciężkich chwilach nie dać się sprowokować, nie powiedzieć za dużo, nawet o to by Bóg strzegł myśli naszych, abyśmy przypadkiem pilnując języka folgowali swemu sercu. Także modlitwa jest tu kluczowa, bo sami nic nie jesteśmy wstanie zrobić - jesteśmy tylko ludźmi.

Przez 25 lat Hiskiasz w pokorze znosić cierpienia i prześladowania ze strony bliskich. Z pewnością się buntował przeciwko swemu ojcu i jego praktykom, nie mnie nigdy nie zgrzeszył. Gdyby to robił, nie wiadomo, czy jego duchowy rozwój byłby taki jak być powinien. Oczywiście jest tu pewna sfera gdybania, ale powiedzmy sobie szczerze, że czymś musiał zasłużyć sobie u Boga przez te lata młodości, by później tak silnie pozytywnie zostać zweryfikowanych przez natchnione Słowo Boże. To co miał w dzieciństwie, było  niczym innym jak właśnie próbą. Próbą, o jakich wiele czytamy w Nowy Testamencie. Próbą na które każdy chrześcijanin czeka, spodziewając się fizycznego opluwania, mordowania, bicia, okaleczenia (jak to się dzieje szczególnie w krajach islamskich). A tak naprawdę, tą próbą może być to, że najbliższa osoba w życiu, jaką jest rodzic, po prostu zabrania Ci w należyty sposób uwielbić Boga, zabraniając Ci udziału w niedzielnych zebraniach czy innych szeroko pojętych 'pielgrzymkach'. Nie łatwo dostrzec w tych konfliktach próbę zesłaną od Boga. Nie łatwo, bo zazwyczaj w naszym duchowy rozwoju są braki, które nie pozwalają nam patrzeć na wszystko dookoła nas z należytą trzeźwością. A jak to się zrobi - znaczy dostrzeże się ten fakt, no to należy rozpocząć całą "procedurę" cierpienia chrześcijanina. Gorzej jak się tego nie dostrzeże zawczasu, albo bardzo późno w swoim życiu, wtedy co? Wtedy - i nie tylko wtedy, to przydała by się mądrość:
"Nabywaj mądrości, nabywaj rozwagi, nie zapominaj słów moich ust! Nie gardź nią, bo ciebie ocali, ukochaj ją, będzie cię strzegła. Podstawą mądrości: zdobywaj mądrość, za wszystko, co masz, mądrości nabywaj! Ceń ją, a czcią cię otoczy, okryje cię sławą, gdy ją posiądziesz; włoży ci wieniec wdzięczny na głowę, obdarzy zaszczytną koroną. Posłuchaj, synu, przyjmij moje słowa, a życie się twoje przedłuży. Poprowadzę cię drogą mądrości, ścieżkami prawości powiodę. Gdy pójdziesz nią - kroki twe będą swobodne, i choćbyś biegł, nie potkniesz się. Słuchaj nauki i nie gardź nią, strzeż jej, gdyż ona twym życiem" (Prz 4:5-13)

czwartek, 1 września 2011

Józef

Historia Józefa, to historia nadająca się do Hollywood'u. Zmarła mu mama (przy porodzie jego brata), kochany przez ojca, znienawidzony przez braci, namaszczony przez Boga, sprzedany do niewoli, niesłusznie oskarżony, wielce wywyższony w obcym kraju, geniusz administracji publicznej, zmarły w szczęściu i dostatku. Tak oto wygląda kilkanaście ostatnich rozdziałów Księgo Rodzaju. Nie że coś komuś sugeruje, ale gdybyście nie mieli pomysłu na scenariusz z morałem....

Ok, poważnie teraz.
Józef zawsze kojarzy się nam z młodością i jego dzieje, zawsze znajdują odzwierciedlenie w życiu szczególnie młodych czytelników Biblii. Kiedy analizuje się tą historię, można dostrzec pasmo niepowodzeń i porażek. Z braćmi się nie dogadywał, ale nie z jego winy, po prostu Ojciec darzył go szczególną sympatią. Został sprzedany do Egiptu, a tam niesłusznie oskarżony o gwałt, dwa lata przesiedział w więzieniu za niewinność. Czytając tą historię, nie możemy doczytać się słowa o tym, jakoby Józef narzekał. Nie ma najmniejszej wzmianki o tym, że odwrócił się od Boga, że Go odrzucił, lub miał pretensje do najwyższego za to, co go spotyka.

Nie dostrzegam dziś takiej postawy.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie dostrzegam tej postawy w lustrze przed którym często staje...

Narzekanie, to chleb powszedni, siłą rzeczy nie docenianie tego co posiadam, również jest standardem. Jakże często zdarza mi się 'jęczeć' lub po prostu grymasić, bo to czy tamto nie ułożyło się, lub nie układa tak jak bym chciał... Jakże rzadko zdarza mi się doceniać to, że jestem zdrowy i nigdy nie chodzę głodny. Dobrze, że żyję w tych łatwych czasach. Nie wiem, czy dochowałbym Bogu wierności w czasach intensywnych prześladowań chrześcijan. Może bym wytrzymał, może być się Boga zaparł. Dobrze, że jest mi łatwiej w demokratycznej Europie służyć Bogu, aniżeli być Pakistańczykiem wiary chrześcijańskiej, którzy są praktycznie mordowani i nikt nie robi z tego problemu. Nie przychodzą te prawdziwe doświadczenia, a ja z byle jakim problemem upadam. Co, kiedy przyjdą doświadczenia? Co, kiedy przyjdzie cierpienie? To w Józefie mnie fascynuje: chłopak (bo z pewnością miał nie wiele lat), dostał tak mocno w skórę od życia i nawet przez myśl mu nie przeszło, aby Boga odrzucić. Było źle i beznadziejnie, ale cały czas miał wiarę w swoim Bogu, był przekonany o tym, że Bóg go nie opuścił mimo całego tego bólu i cierpienia.

Często jest tak, że grzech napędza grzech. Jak raz wejdziemy na stronę porno, to drugie wejście przychodzi nam zdecydowanie łatwiej, później trzecie, czwarte, aż w końcu widzimy że jesteśmy na dnie, uzależnieni od tego typu treści. Nie powodzenia, często są naszym wewnętrznym przyzwoleniem na niedochowanie Bogu wierności "bo w końcu mnie opuścił". Pomijając fakt, kto tu kogo opuszcza, i w tym aspekcie Józef mnie fascynuje. Sprzedany do Egiptu, niewolnik u Potyfara, odmawia współżycia z jego żoną:
"Po tych wydarzeniach zwróciła na niego uwagę żona jego pana i rzekła do niego: Połóż się ze mną. On jednak nie zgodził się i odpowiedział żonie swego pana: Pan mój o nic się nie troszczy, odkąd jestem w jego domu, bo cały swój majątek oddał mi we władanie. On sam nie ma w swym domu większej władzy niż ja i niczego mi nie wzbrania, wyjąwszy ciebie, ponieważ jesteś jego żoną. Jakże więc mógłbym uczynić tak wielką niegodziwość i zgrzeszyć przeciwko Bogu?" (Rdz 39:7-9)
Kolejna rzecz, która mnie ujmuje. Mimo nie powodzeń, nie zapomniał o swoich wartościach: wierność, zaufanie, zasady Boże - cały czas one mu towarzyszyły. Trochę mi głupio tak pisać, bo ja aż tak nie mam przegwizdane, a te moje problemy, to często sam sobie stwarzam w głowie. Mimo tej lekkości moich problemów, nie dochowuje wierności Bogu. Im mi lżej i lepiej, tym daje sobie więcej pofolgować.

Ciężko pisać mi o Józefie w sposób analityczny, gdyż myślę, że jego życie to totalna abstrakcja do mojego i ciężko mi przeanalizować jego zachowanie i dotknąć punktów newralgicznych w historii jego życia.
"Patriarchowie sprzedali Józefa do Egiptu, przez zazdrość, ale Bóg był z nim" (Dz 7:9)
Tak żyć i tak postępować, aby mój Bóg (ten sam, który był Józefa) był i ze mną.

środa, 31 sierpnia 2011

Epafras

Modlitwa jest jedną z najistotniejszych rzeczy naszego życia. Dużo się z nią wiąże. Dzięki słowom modlitwy mamy możliwość bezpośredniego kontaktu z naszym Bogiem. Pismo Święte pokazuje modlitwę w różnych aspektach, tak indywidualnych, jak i zbiorowych. Możemy modlić się sami za siebie, a możemy modlić się za kogoś, siłą rzeczy, ktoś może modlić się i za nas. Wszystko to ma osobisty, duchowy wymiar. Epafras, to człowiek, o którym ciężko się czyta w Biblii, gdyż możemy znaleźć jedynie trzy wersety o nim mówiące, związku z tym nie rzuca się w oczy. Nie mniej, warto się jemu przyjrzeć:
"Pozdrawia was rodak wasz Epafras, sługa Chrystusa Jezusa zawsze walczący za was w modlitwach o to, abyście stali mocno, doskonali w pełnieniu każdej woli Bożej" (Kol 4:12)
Jedno zdanie a w nim słowo 'zawsze'. Mnie ono troszkę zawstydza. Wielokrotnie w przeszłości potrzebowałem czyjejś modlitwy i ją otrzymałem. Czasami tak była ona silna, że mimo wielkiej odległości między nami, czułem jej skutki niemalże natychmiastowe - wiem, brzmi to dziwnie, ale nie widzę żadnych różowych myszek... Czasami też i mnie proszono o modlitwę, a ja 'czasami' się modliłem.

Modlitwa jest pewnego rodzaju odbiciem naszego wnętrza. Generalizując, modlitwa ma 3 części:
  1. Prośba do Boga o moje sprawy
  2. Prośba za innych
  3. Dziękczynienie
Pomijam kolejność, ale zwracam uwagę na akcenty. Z jakim zapałem i żarliwością modlę się o siebie, a z jaką siłą o innych? Naturalnie, że bardziej skupiam się na sobie niż na innych. O siebie to proszę cały czas, o innych wspominam. Nic z tego, że prosząc o siebie, proszę o sprawy wzniosłe: zmianę życia, mądrość, roztropność, o Ducha, lepsze poznanie.... Nie będę przecież prosić Boga o Mercedesa, aż tak zepsuty nie jestem! Chociaż.... tak jestem.... Skupiając się na sobie, udowadniam przede wszystkim sobie, jak bardzo jestem samolubny, jak bardzo obchodzi mnie moje 'ja'. W tak prostej czynności, jaką jest modlitwa mogę dostrzec swoje zepsucie. 

Apostoł Paweł, który wystawił takie, a nie inne świadectwo Epafrasowi, dostrzegał w nim to, jak on mało myślał o sobie, a całym sercem był zatroskany o innych - w tym wypadku swój rodzinny zbór w Kolosach. To jest prawdziwy wzór. Jedno zdanie o tym człowieku i nie mogę powiedzieć, że jestem taki sam. Jestem jego totalnym przeciwieństwem. 

Idźmy dalej. Trzecią częścią modlitwy jest dziękczynienie Bogu. Ile razy mówię 'proszę, daj', a ile razy mówię 'dziękuje'. Tutaj też nie mogę się zbytnio pochwalić jakimiś sukcesami. Jeśli więc Bogu nie oddaje należytej chwały, a tym samym nie mam na uwadze w odpowiednim stopniu akcentu Boga w mojej modlitwie, to dlaczego mam się dziwić, że nie myślę o innych ludziach, skoro nie myślę nawet o Bogu?!?!
"Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich!" (Flp 2:4)
Ot i jeden werset, o mało znaczącej i znanej osobie udowodnić może jak bardzo jest się zepsutym.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Radosław Siewniak: "Prawda głodna odwagi"

Odważnie stanąć przed wizerunkiem
swego oblicza w lustrze prawdy o sobie.
Ominąć wyobrażenia o tym,
jak chcielibyśmy się widzieć…
Skupić się na tym, jacy jesteśmy…

Nieszablonowe spojrzenie
na codzienną drogę za Chrystusem.

Z A M Ó W I E N I A

Książkę "Prawda głodna odwagi" można zamówić pisząc na adres mailowy autora:

radeksiewniak@poczta.fm

lub

dzwoniąc pod nr telefonu: 692430653.

Cena książki to 20zł + koszt wysyłki 7zł.
Koszt przesyłki: Europa- 30zł; Świat- 40zł.

Przelewu należy dokonać na nr konta:
85 1240 4230 1111 0010 3215 7540
Radosław Siewniak
tytuł przelewu: książka

Książkę zostanie wysłana po przelewie na konto.

Dla osób, które chciałby zamówić książkę, ale ich na to nie stać, książka
przy zamówieniu zostanie wysłana nieodpłatnie.

Z biegiem czasu książka dostępna będzie również w księgarniach chrześcijańskich.

http://prawdaglodnaodwagi.blogspot.com/

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Tomasz Adamek: O Rodzinie, Karierze i o Wierze

Pomijając historię kariery, reklamę TV Trwam i Radia Maryja, zafascynowanie Tadeuszem Rydzykiem, Tomek Adamek mówi o tym, jak Bóg jest istotny w jego życiu, jaką otrzymał stabilizację dzięki wierze, o tym, że wszystko to co ma zawdzięcza właśnie Bogu. Dla mnie jest to cały czas fascynujące, że ludzie z pierwszych stron gazet, nie wstydzą się przyznawać publicznie do tego, że są w pełni zależni od Boga i Jemu zaufali. Polecam szczególnie drugą część filmu.



wtorek, 9 sierpnia 2011

Syloe - To co chcemy, możemy i czynić będziemy


PS. Przepraszam, za moje żadkie publikowanie treści, ale obecnie caly czas jestem po za domem i nie mam kiedy usiąść przed kompem. Wracam do domu w okolicach drugiej połowy sierpnia i wtedy znów będzie ofensywa postów. :)